Ograniczenia dotyczące transportu drogowego godzą w Unię

Autor: wnp.pl 6 października 2015 15:40

Regulacje krajów "starej" Europy, jak niemiecka ustawa o minimalnym wynagrodzeniu (MiLoG), są rezultatem obaw tych krajów przed zaburzeniem rynku pracy przez przewoźników z naszej części kontynentu - wskazywali uczestnicy Europejskiego Kongresu Logistycznego OneCargo.

Działania tzw. starych państw Unii Europejskiej, ograniczające dostęp przewoźników drogowych do swoich rynków, stanowią atak na zasadę spójnego rynku wewnętrznego Unii Europejskiej - nie mieli wątpliwości uczestnicy pierwszej części sesji "Dokąd zmierza transport drogowy" w ramach Europejskiego Kongresu Logistycznego OneCargo, który odbył się w Katowicach.

Jak ocenił Maciej Bachman, prezes spółki Pekaes, regulacje krajów "starej" Europy, jak niemiecka ustawa o minimalnym wynagrodzeniu (MiLoG), są rezultatem obaw tych krajów przed zaburzeniem rynku pracy przez przewoźników z naszej części kontynentu.

- Działania Niemiec to nie ochrona interesów własnego rynku, tylko czysty populizm - stwierdził z kolei Maciej Wroński, przewodniczący organizacji Transport i Logistyka Polska. Według niego w Niemczech usługi kabotażowe stanowią zaledwie 1 proc. rynku krajowego. - Z tego połowę wykonują rzeczywiście polscy przewoźnicy, ale czy dla tak znikomego procentu rynku warto podważać fundamentalne zasady UE? - pytał.

Jego zdaniem w Europie mamy obecnie tak naprawdę większe zapotrzebowanie na kierowców niż w rzeczywistości jest ich dostępnych na rynku.

Adam Rams, wiceprezes firmy Delta Trans Logistik, firmy posiadającej flotę około 400 pojazdów, podkreślał, że gdyby polscy przedsiębiorcy płacili swoim kierowcom gorzej niż firmy niemieckie, to zwyczajnie nie mieliby kogo zatrudniać. - Mielibyśmy wtedy o 399 pojazdów mniej, bo tym ostatnim mógłbym pojeździć sam - ironizował.

Podobną opinię wyraził Maciej Zwyrtek, manager w firmie Kuźnia Trans, dysponującej blisko 200 pojazdami. - Koszt zatrudnienia kierowców w Polsce nie odbiega znacząco od tego na Zachodzie, co najlepiej obrazuje fakt, że kierowcy, którzy odeszli od nas na Zachód często wracają, bo okazuje się, że wcale nie spotykają się tam z takim eldorado - mówił. Przekonywał jednocześnie, że gdyby przewoźnicy z Europy Wschodniej nagle wynieśli się z Unii Europejskiej, Unia by umarła, bo zwyczajnie nie miałby kto wozić podstawowych produktów. - Pytanie zatem, czy takie działania rzeczywiście chronią rynki tych krajów - mówił.

Na potwierdzenie tych słów Maciej Wroński przytoczył statystyki, z których wynika, że polskie firmy wykonują ok. 14 proc. wszystkich przewozów w Unii Europejskiej, w czym wyprzedzają nas jedynie Niemcy, natomiast jeśli wziąć pod uwagę przewozy międzynarodowe wewnątrz Unii, udział polskich firm sięga już 24 proc., co daje nam pierwsze miejsce w całej Wspólnocie.

Jeszcze dalej poszedł Mirosław Kaczmarek z Polskiej Izby Spedycji i Logistyki, który ocenił działania strony niemieckiej jako wyraz buntu, ksenofobii czy wręcz demagogii na potrzeby rynku wewnętrznego. Jednocześnie przyznał jednak, że z naszej strony nastąpiła bardzo silna reakcja środowiska, chyba nawet zbyt silna wobec rzeczywistych zagrożeń. - Rynek kabotażowy pełni bardzo istotną rolę i powinno leżeć w interesie UE, żeby dopuszczać do niego przewoźników z różnych krajów Unii - dodał.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WYBRANE DLA CIEBIE


BĄDŹ NA BIEŻĄCO

  • Max

    5,50

  • Śr

    3,28

  • Min

    0,00

ProduktySklepyRegiony

OGŁOSZENIA

Ilość aktualnych ofert: 9701

SZUKAJ PRZETARGÓW

Ilość aktualnych ofert: 772811

POLECANE OFERTY

Ilość aktualnych ofert: 397 662

SZUKAJ OBIEKTÓW KONFERENCYJNYCH

Wyszukiwanie zaawansowane