Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

Gemius: Facebook i Google zmieniają e-commerce



Marek Molicki, menedżer regionalny w firmie Gemius - 13 października 2016 12:05


Oficjalna zapowiedź Facebook Marketplace pojawiła się 3 października i od tego momentu w świecie e-commerce zrobiło się gorąco. Start Marketplace nie dziwi tym bardziej, że zaledwie przed kilkoma tygodniami, 17 października, Google uruchomiło Zakupy Google. Swoimi wnioskami na temat nowych narzędzi wspierających e-handel dzieli się Marek Molicki, menedżer regionalny w firmie Gemius.

Google i Facebook to potęgi, które „zawłaszczają” kolejne fragmenty internetu. Przykładów można podać wiele, dziś padło na e-commerce. No nie do końca „padło”, bo zarówno porównywarka Google, jak i Marketplace Facebooka to przemyślane decyzje biznesowe, świetnie wpisujące się w DNA firm. Google kojarzy się głównie z wyszukiwarką, więc porównywarka cen jest bardzo sensownym uzupełnieniem oferty. W zasadzie to nie tyle uzupełnienie, ile zastąpienie jednej usługi (Google Product Search) drugą (Zakupy Google). Podobnie w przypadku Facebooka umożliwienie milionom użytkowników dokonywania zakupów (Facebook twierdzi, że miesięcznie 450 milionów ludzi korzysta z grup w celu kupna-sprzedaży) – a właściwie wygodnego sposobu łączenia sprzedawcy z kupującym – było naturalnym ruchem. W końcu Mark Zuckerberg chce połączyć jak najwięcej ludzi i idzie mu to całkiem nieźle.

O ile Zakupy Google uderzą przede wszystkim w porównywarki (czyli na naszym rynku bać się mogą Ceneo, Skąpiec i Nokaut), o tyle Facebook Marketplace może odebrać klientów nie tylko takim platformom jak Allegro czy OLX, ale też znacznie mniejszym sklepom, zwłaszcza działającym lokalnie.

W tym kontekście Naspers może tylko przyspieszyć działania mające na celu zbycie udziałów w Grupie Allegro. Konkurencja z wielkimi na rynku e-commerce (Amazon, AliExpress) to jedno, ale jeśli dołożymy do tego jeszcze konkurencję w postaci Google (Ceneo) i Facebooka (Allegro, OLX), robi się naprawdę gorąco.

Jednak Facebook Marketplace to nie tylko konkurencja dla wyżej wymienionych. To również potencjalny konkurent dla samego Google, a konkretnie dla Google AdWords, z którego korzysta mnóstwo małych firm, często jednoosobowych, czyli również grupa, do której adresowany jest Marketplace. Ta rywalizacja wydaje mi się najciekawsza, z jednej strony AdWords to dla Google bardzo ważne źródło przychodu, którego niewątpliwie gigant z Mountain View będzie bronił jak niepodległości. Z drugiej - Facebook nie może nie korzystać z sytuacji, która stworzyła się sama, ale której też najpierw stworzono odpowiednie warunki do dynamicznego rozwoju.

Marketplace może być świetną okazją dla wielu sprzedawców do rozszerzenia swojej działalności i zdobycia nowych klientów. Widzę tu pole do popisu nie tylko dla sklepów, ale też dla punktów usługowych. To też dość naturalny ruch, zwłaszcza że Facebook – a właściwie ludzie używający Facebooka – całkiem nieźle sobie na tym polu radzi. 27 lipca Sheryl Sandberg, COO Facebooka, opublikowała post, w którym poinformowała o kwartalnych wynikach i ogłosiła, że już 60 milionów firm korzysta ze stron Facebooka. Lepsze od jej posta są komentarze ludzi, którzy opisują, jak ich małe i średnie biznesy rozwinęły się dzięki Facebookowi. Trudno o lepszą reklamę i rekomendację.

W tym kontekście Marketplace powinien odnieść sukces. Zwłaszcza że Facebook może naprawdę dużo.

Zakładam, że zakupy w internecie mogą dzięki nowej funkcjonalności Facebooka nabrać nowego wymiaru, a to ze względu na liczbę danych na temat użytkowników, którymi Facebook dysponuje. Precyzyjne targetowanie ofert do faktycznie zainteresowanych, a do tego znajdujących się blisko, może znacznie usprawnić proces kupna-sprzedaży i wyeliminować z biznesu pośredników, którzy takich możliwości łączenia sprzedawcy z nabywcą nie mają. Zwłaszcza że Facebook nie zapowiedział pobierania prowizji od sprzedaży czy wystawienia oferty, co również czyni Marketplace bardzo atrakcyjnym sposobem na dotarcie do klientów.

Co więcej, Facebook może nigdy nie wprowadzić takiej opłaty, bo ma znacznie więcej innych, lepszych możliwości zarobienia na usłudze. Choćby poprzez wprowadzenie różnych metod reklamowania ofert – to sytuacja win-win.

Dodajmy do tego, że samo wystawianie ofert wygląda na banalnie proste i przypomina naturalny sposób korzystania z Facebooka. Wystawianie oferty w tym serwisie jest znacznie łatwiejsze niż np. na platformach aukcyjnych.

Największym minusem jest to, że od momentu złożenia oferty proces kupna-sprzedaży odbywa się poza Facebookiem, co dla pewnych osób może się okazać zbyt dużym ryzykiem, choć z drugiej strony oszustwa zdarzają się i tam, gdzie cały proces przebiega w jednym miejscu. Pozostawiając z boku kwestie uczciwości lub jej braku u sprzedających i kupujących, uciążliwe może być to, że po zaakceptowaniu oferty nie można np. szybko i sprawnie, klikając po prostu „zapłać”, przesłać pieniędzy i wybrać formy przesyłki.

Nie mam jednak wątpliwości, że jeśli nowa funkcjonalność się przyjmie (a wszystko wskazuje na to, że tak się stanie), Facebook zadba o to, by zakupy były jeszcze przyjemniejszym i bezpieczniejszym doświadczeniem dla użytkowników, a dla samego Facebooka – kolejnym źródłem przychodów. Już dziś serwis Marka Zuckerberga ma do tego wiele narzędzi.