Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

Nowy prezes Kolportera: Zachowujemy zasadę maksymalnej elastyczności



pr, dlahandlu.pl - 20 grudnia 2016 14:12


Naszą sieć rozwijamy wielotorowo, cały czas testujemy nowe rozwiązania, produkty. Salony ze strefą bistro zostały dobrze przyjęte przez klientów, na pewno będziemy więc rozwijać ten format. Pracujemy jednak równolegle nad kolejnymi innowacjami. Rynek zmienia się bardzo dynamicznie, priorytetem jest więc dla nas szybkie dostosowywanie się do potrzeb klientów. Zachowujemy cały czas zasadę maksymalnej elastyczności – tak w asortymencie, jak i formacie punktu - mówi Grzegorz Fibakiewicz, nowy prezes Kolportera.

Prezes Krzysztof Klicki powiedział, że przekazuje w pana ręce „dobrze rozpędzoną maszynę”, a także, że jest przekonany, że uda się panu jeszcze mocniej „rozpędzić” Kolportera. To możliwe?

– Jestem pewien, że tak. Nasza obecna pozycja rynkowa jest na tyle mocna, że możemy skupić się na wykorzystaniu potencjału, który ma Kolporter.  Przez lata działalności udało nam się osiągnąć pozycję zdecydowanego lidera na tych rynkach, na których działamy. Teraz jest idealna pora na to, aby to dobrze wykorzystać.

Co pan przez to rozumie?

– Nie musimy już walczyć o pozycję rynkową. My ją mamy. Ponad 57 procent udziału w rynku dystrybucji prasy, ponad 40 procent udziału w sieci punktów sprzedaży typu salonik prasowy – na to pracowaliśmy przez ponad dwie dekady. Dziś możemy więc skoncentrować się na rozwoju jakościowym, ale także aktywnie kształtować rynek, na którym działamy. To zresztą już się dzieje – kreujemy i wdrażamy nowe rozwiązania zarówno w zakresie dystrybucji prasy, jak i rozwoju naszej sieci handlowej. W mijającym 2016 r. wprowadziliśmy m.in. nowe systemy informatyczne, wspierające zarządzanie sprzedażą prasy w sieciach handlowych, z którymi współpracujemy. Zmodernizowaliśmy systemy nadziałów prasy i planogramy, dostosowując je do zmian na rynku wydawniczym. Rozwijaliśmy też dość mocno nowy koncept salonu prasowego ze strefą bistro, poszerzyliśmy także ofertę produktów dostępnych w salonikach prasowych.

Na jakim więc etapie „rozpędzenia” jest Kolporter, którego stery pan przejmuje?

– Mówiłem już o udziałach w rynku, podam więc parę danych, które dość dobrze obrazują i pozycję i skalę w jakiej działamy. W przypadku dystrybucji prasy współpracujemy z ponad 1 000 wydawnictw, mamy w swojej ofercie około 5 000 tytułów, które dostarczamy do 36 000 detalicznych odbiorców prasy. Rocznie kolportujemy blisko miliard egzemplarzy różnego rodzaju pism, obsługujemy największe sieci handlowe w kraju. Jeśli chodzi o własną sieć sprzedaży to zarządzamy obecnie blisko tysiącem saloników i salonów prasowych w całej Polsce. Mamy w ofercie około 2 500 produktów fizycznych i elektronicznych, rocznie wydajemy blisko 70 milionów paragonów. Dysponujemy także siecią ponad 30 000 wielofunkcyjnych terminali, które sprzedają doładowania i inne produkty prepaidowe, umożliwiają przyjmowanie płatności kartą czy realizację różnych transakcji finansowych. Nasz udział w krajowym rynku sprzedaży doładowań szacowany jest obecnie na 25 procent. 

Sporo mówiło się w ostatnich latach o poważnym kryzysie na rynku prasowym. Czy firma tak mocno związana z tym rynkiem jak Kolporter również go odczuła?

– Można powiedzieć, że z wydawcami prasy działamy w systemie naczyń połączonych – zarówno nam, jak i wydawcom zależy na jak najwyższej sprzedaży gazet i czasopism, jak najwyższych nakładach, dużej dynamice wprowadzania nowych tytułów. Jesteśmy więc ze sobą ściśle powiązani. Jeśli rynek wydawniczy znalazłby się w poważnym kryzysie siłą rzeczy też byśmy to odczuli. A nie odczuliśmy. Dlatego już dość dawno temu wyraziłem przekonanie, że informacje o rzekomej zapaści na rynku prasowym są mocno przesadzone. Owszem, w 2007 r., nastąpiły spore spadki sprzedaży prasy, ale były one poprzedzone lawinowym wręcz wzrostem liczby nowych tytułów. To, co się wydarzyło, było więc normalnym procesem weryfikacji rynkowej. Rynek się ustabilizował, od kilku lat obserwujemy wyraźne wyhamowanie spadków sprzedaży prasy. Przy czym warto zwrócić uwagę na fakt, że spadki nie dotyczyły i nie dotyczą całego rynku – są tytuły, których sprzedaż spada, ale mamy też takie, które sprzedają się coraz lepiej. Uważam to za normalny proces. Na pewno wydawcy coraz lepiej odczytują oczekiwania czytelników i bardzo szybko się do nich dostosowują, zmieniając charakter swoim pism czy wprowadzając nowe.

Cały czas pojawiają się jednak opinie, że prasa papierowa przechodzi do historii i zostanie zastąpiona przez e-wydania. Nie obawia się pan tego procesu?

–  Już 10 lat temu pojawiły się opinie, że prasa elektroniczna wyprze tradycyjną najdalej w przeciągu kilku lat. Gdy wtedy mówiłem, że nie obawiamy się takiej sytuacji, moje wypowiedzi postrzegano jako obronę „na siłę” tradycyjnego kanału dystrybucji. Czas pokazał, że miałem rację. Prasa papierowa nie zniknęła z rynku, ma się dobrze i jestem pewien, że tak będzie jeszcze przez długie lata. Oczywiście są tytuły, które mogą się dziś pochwalić interesującą sprzedażą e-wydań, ale to najczęściej tytuły eksperckie, specjalistyczne. W przypadku najpopularniejszych dzienników, tygodników i miesięczników sprzedane e-wydania stanowią ułamki procent, a często promile wartości osiąganych w tradycyjnym kanale sprzedaży. Dlatego osobiście postrzegam e-prasę raczej jako poszerzenie sposobu dotarcia wydawców do odbiorców niż istotną konkurencję dla wydań papierowych.

Pańskie prognozy dla rynku dystrybucji prasy są więc ostrożne czy optymistyczne?

– Optymistyczne. Zawsze podchodzę optymistyczne do tego typu prognoz.

A co z siecią salonów i saloników prasowych, którą posiada Kolporter? Tu również widzi pan podobny potencjał?

– W tym obszarze działalności mamy bardzo podobny bagaż doświadczeń, jak na rynku dystrybucji prasy. To przecież Kolporter jako pierwszy wprowadził na rynek nowy typ punktu sprzedaży – salonik prasowy. Wcześniej sprzedaż prasy odbywała się jedynie w kioskach, które dziś w znacznym stopniu zniknęły z rynku. Saloniki natomiast rozwinęły się i klientom, zwłaszcza młodszym, trudno wyobrazić sobie sytuację, w której nie może przejrzeć regału z czasopismami i wybrać najbardziej go interesującego tytułu. Oczywiście w ciągu 20 lat istnienia na rynku saloniki przeszły znaczną ewolucję. Na początku miały być alternatywą dla kiosków – nowocześniejszą, wygodniejszą dla klientów, a także odpowiadającą na potrzeby rynku wydawniczego. Nowe tytuły pojawiały się lawinowo, wydawcy mieli potrzebę pokazania ich czytelnikom, przyciągnięcia ich uwagi. Kioski nie nadawały się do tego zupełnie, saloniki były więc ich udoskonaloną wersją, nowoczesnymi punktami sprzedaży prasy. W ciągu ostatnich lat przeszły jednak znaczącą ewolucję – zarówno jeśli chodzi o asortyment, jak i funkcjonalność. Typowo „prasowy” asortyment uzupełniły nowe produkty i usługi, a saloniki przekształciły się w multifunkcyjne punkty, w których można nie tylko kupić ulubione czasopismo, ale także np. opłacić rachunki, kupić doładowanie do gry lub kartę podarunkową, odebrać przesyłkę ze sklepu internetowego. W 2016 r. w naszej ofercie pojawiły się także bilety podróżne, a pod koniec 2015 r. zaczęliśmy rozwijać zupełnie nowy koncept salonu prasowego ze strefą bistro Top Presso.

Salon ze strefą bistro to nowy kierunek rozwój sieci Kolportera?

– Jeden z kierunków. Naszą sieć rozwijamy wielotorowo, cały czas testujemy nowe rozwiązania, produkty. Salony ze strefą bistro zostały dobrze przyjęte przez klientów, na pewno będziemy więc rozwijać ten format. Pracujemy jednak równolegle nad kolejnymi innowacjami. Rynek zmienia się bardzo dynamicznie, priorytetem jest więc dla nas szybkie dostosowywanie się do potrzeb klientów. Zachowujemy cały czas zasadę maksymalnej elastyczności – tak w asortymencie, jak i formacie punktu. Dzięki temu jesteśmy w stanie uruchomić salonik z odpowiednią ofertą na dowolnej powierzchni – zarówno w szpitalu, galerii handlowej, jak i na dworcu czy w budynku użyteczności publicznej.

Czy podobne szanse rozwoju widzi Pan w obszarze usług terminalowych?

– Zdecydowanie tak. Sieć terminali to ta część naszej działalności, która ma największą dynamikę zmian. Zaczynaliśmy od urządzeń, które sprzedawały doładowania do telefonów komórkowych, dziś nasze terminale spełniają o wiele więcej funkcji – umożliwiają przyjmowanie płatności kartowych, opłacanie rachunków, wypłaty z konta, obsługę płatności walutowych. Sprzedają również doładowania do platform internetowych czy przedpłacone karty do płatności internetowych – paysafecard.  Rozważamy tu różne scenariusze działania i bez wątpienia wybierzemy optymalny dla firmy.