Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

KRD: Ponad 6,5 tys. osób ogłosiło w ub.r. upadłość konsumencką



dlahandlu.pl - 6 maja 2019 09:30


W minionym roku sądy ogłosiły upadłość 6 570 konsumentów. Prawie 58 proc. z nich było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów w dniu bankructwa. Mieli na koncie łącznie 141,5 mln zł zaległych płatności. Większość zadłużonych bankrutów to kobiety, mieszkańcy dużych miast i osoby w kwiecie wieku.

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, liczba bankructw osób prywatnych wzrasta sukcesywnie od stycznia 2015 r., kiedy to zmieniono przepisy ułatwiające upadłość konsumencką i obniżono koszty, jakie musiał ponieść dłużnik chcący ogłosić upadłość. W minionym roku sądy ogłosiły upadłość 6 570 osób. Ponad połowa z nich była wcześniej notowana w Krajowym Rejestrze Długów: na 12 miesięcy przed upadłością w rejestrze widniało 2 908 konsumentów, na pół roku przed – 3 331, na kwartał przed – 3 587 i w dniu upadłości – 3 803. Na każdego z nich przypadały średnio 3 niezapłacone zobowiązania.

Zadłużeni bankruci w największym stopniu zalegali z uregulowaniem długu firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym, które odkupują długi od pierwotnych wierzycieli, głównie banków, towarzystw ubezpieczeniowych i operatorów telekomunikacyjnych. W sumie branży windykacyjnej byli winni 82,9 mln zł. Nieco ponad 41,6 mln zł stanowiły ich zaległości względem instytucji finansowych (takich jak banki, firmy pożyczkowe i SKOK-i) i ubezpieczycieli. Na trzecim miejscu znalazło się zadłużenie wobec administracji państwowej i samorządowej (9,5 mln zł). Dalej – zaległości z tytułu opłat za Internet, radio, TV, mieszkanie, prąd, wodę i mandaty za jazdę bez biletu.

W grupie konsumentów, którzy przed ogłoszeniem bankructwa byli notowani w Krajowym Rejestrze Długów, przeważała płeć piękna (53%). To zupełnie odwrotnie niż w przypadku wszystkich osób notowanych w KRD, gdzie kobiety stanowią 37% dłużników. Mężczyźni z kolei, choć pod względem liczby bankructw nie dorównywali kobietom, zdecydowanie przewyższali je pod względem wartości zadłużenia. W ubiegłym roku ich łączne zadłużenie wynosiło 74,8 mln zł, podczas gdy zobowiązania pań były o 8 mln zł niższe: 66,8 mln zł.

Największą grupę bankrutów w KRD stanowiły osoby wieku 36-45 lat, zarówno pod względem liczby dłużników (973), liczby zobowiązań (3 234), jak i łącznej kwoty zadłużenia (43,5 mln zł). Na drugim miejscu były osoby z przedziału wiekowego: 56-65 lat, które nieznacznie wyprzedzały dłużników z dwóch kolejnych grup wiekowych: 46-55 i powyżej 65 lat. W ubiegłym roku, przed upadłością, 5 razy częściej do KRD trafiali mieszkańcy miast niż wsi. Dominowały tu osoby z miejscowości powyżej 300 tys. mieszkańców. Największą grupę bankrutów, ale też z najwyższą kwotą zadłużenia, stanowili mieszkańcy województwa mazowieckiego. Drugie miejsce pod względem liczby bankructw należało do Śląska, trzecie do Małopolski.

Wielu zadłużonych konsumentów wierzy, że upadłość to dla nich druga szansa. Tymczasem nie każdy może liczyć na automatyczne oddłużenie, ponieważ upadłość, z założenia, ma na celu zaspokojenie roszczeń wierzycieli. Przesłanką do ogłoszenia upadłości jest sytuacja, w której wartość długu przekracza wartość majątku. Rozpoczyna się więc żmudny proces spłaty, który zawsze pozbawia dłużnika majątku. W dużym uproszczeniu wygląda to tak: kiedy sąd ogłosi upadłość konsumenta, wyznacza syndyka, który ustala listę wierzycieli, sporządza spis inwentarza, likwiduje cały majątek konsumenta i układa plan spłaty wierzycieli. Finalnie konsument reguluje należności według planu, po czym następuje jego oddłużenie. W postanowieniu o ustaleniu planu spłaty wierzycieli sąd określa, w jakim zakresie i w jakim czasie, nie dłuższym niż 36 miesięcy (w niektórych przypadkach 54 miesiące), konsument musi spłacać zobowiązania wynikające z listy wierzytelności i jaka część zobowiązań powstałych przed dniem ogłoszenia upadłości zostanie umorzona po wykonaniu planu spłaty. Inaczej jest, gdy dłużnik nie ma majątku ani nie jest w stanie wykonywać planu spłaty. Wówczas może on liczyć na umorzenie części lub całości zobowiązań. Dla wierzycieli oznacza to, że zostają z pustymi rękami.