Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

Sprawa dostawcy Lidla o nieudzielenie pomocy pracownicy z Ukrainy do ponownego rozpoznania



PAP - 11 czerwca 2019 14:47


Sąd Okręgowy w Poznaniu zwrócił sprawę pracodawcy Jędrzeja C. (dostawcy Lidla), którzy nie udzielił pomocy nielegalnie zatrudnionej w jego firmie Ukraince, do ponownego rozpoznania przez sąd I instancji. Kobieta doznała wylewu; pracodawca zwlekał z wezwaniem pogotowia i wywiózł ją do pobliskiej miejscowości.

Wydany we wtorek wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu jest prawomocny.

Sędzia Anna Judejko wskazała w uzasadnieniu, że sąd podzielił argumentację prokuratury, która wskazywała w apelacji, że motywacją zachowania oskarżonego były "obawy przed konsekwencjami dla własnej osoby, związanymi z nielegalnym zatrudnieniem pokrzywdzonej, niezgłoszeniem jej do ubezpieczenia społecznego. Oskarżony przedkładał tym samym własny interes, zwłaszcza wizerunkowy, a w konsekwencji również materialny, w sytuacji, kiedy na szali było zdrowie i życie pokrzywdzonej. Takie zachowanie absolutnie nie może znajdować jakiegokolwiek usprawiedliwienia" - podkreśliła sędzia.

Do zdarzenia doszło na początku stycznia ub. roku koło Środy Wielkopolskiej. Oksana K. mieszkała na terenie zakładu, gdzie była nielegalnie zatrudniona. Gdy poza godzinami pracy doznała wylewu, pracodawca nie wezwał pomocy. Zabrał kobietę i jej siostrę do samochodu i zawiózł w okolice Środy Wielkopolskiej, gdzie zatrzymał się w pobliżu przystanku autobusowego, a następnie zadzwonił na numer alarmowy. Przyjechała policja, po chwili pogotowie ratunkowe. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie stwierdzono u niej krwotok do pnia mózgu. Wciąż trwa jej rehabilitacja.

Pracodawcy kobiety - Jędrzejowi C. postawiono dziewięć zarzutów. Osiem dotyczyło zatrudniania pracowników bez stosownej procedury. Grozi za to do trzech lat więzienia.

Po zdarzeniu Jędrzej C. zadeklarował pomoc poszkodowanej kobiecie, a jego adwokat złożył wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Pełnomocnik przedsiębiorcy podkreślał m.in. że Jędrzej C. przyznał się do stawianych mu zarzutów, swoje zachowanie tłumaczył "spanikowaniem". Obrońca wskazał także, że została zawarta ugoda pozasądowa z pełnomocnikiem poszkodowanej Ukrainki. Strony zobowiązały się do zachowania w tajemnicy jej warunków. Wniosek obrony poparł pełnomocnik Ukrainki, a ona podpisała odciskami palców oświadczenie, że "nie żąda ścigania i ukarania Jędrzeja C., gdyż się z nim pojednała". Na warunkowe umorzenie postępowania nie zgodził się prokurator z uwagi na - jak podkreślił - "wysoki stopień szkodliwości społecznej czynu".

Sąd w Środzie Wielkopolskiej, we wrześniu ub. roku, zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowania karnego wobec Jędrzeja C. na okres dwóch lat próby. Orzekł także na rzecz pokrzywdzonej nawiązkę w wysokości 10 tys. zł, a także poniesienie przez oskarżonego kosztów sądowych.

Sędzia Jacek Kamiński podkreślał w uzasadnieniu, że materiał dowodowy i wyjaśnienia oskarżonego nie pozostawiają wątpliwości, iż dopuścił się zarzucanych mu czynów. Sędzia zwrócił uwagę, że oskarżony wyraził skruchę, pokrył koszty związane z pobytem kobiety w szpitalu i zobowiązał się jej zadośćuczynić kwotą, która zapewni jej pokrycie kosztów rehabilitacji. Jędrzej C. uregulował także należności w ZUS. Sędzia dodał, że oskarżony nie jest osobą zdemoralizowaną, a mimo młodego wieku prowadzi dobrze prosperującą firmę.

"Sprawa oskarżonego, mimo że była głośno komentowana i nagłośniona, (...) to jeśli dojdziemy do sedna, okazuje się, za co pan ma sprawę: za to, że nie wpłacił kilku tys. zł do ZUS i za to, że nie wezwał pogotowia, tylko sam podjął transport (...) i uskutecznił tą całą inscenizację, odgrywanie ról - co faktycznie doprowadziło do opóźnienia udzielenia pomocy medycznej" - mówił sędzia.

Dodał, że o stanie poszkodowanej wiedziało wcześniej wiele osób, łącznie z jej siostrą. "Każdy miał możliwość, aby wezwać pogotowie, każdy ma telefon komórkowy. Ja rozumiem, że osoby z Ukrainy mogły czuć się w jakiś sposób zagubione, mogły nie znać procedur, mogły nie wiedzieć, co i jak, jak zareagować. Ale z drugiej strony - były to osoby dorosłe, osoby, które przyjechały z Ukrainy samodzielnie, samodzielnie sobie w Polsce znalazły pracę, samodzielnie znalazły sobie miejsce zamieszkania - w związku z tym były na tyle zorientowane, obrotne, że taką czynność jak wezwanie pogotowania mogły uskutecznić. Znamy przypadki, gdzie małe dziecko, kilkuletnie, potrafi wezwać pogotowie do mamy, której coś się stało" - powiedział sędzia.

Apelację od tego wyroku złożyła prokuratura, domagając się uchylenia wyroku w całości, wskazując na błędy w ustaleniach faktycznych i brak podstaw do warunkowego umorzenia postępowania. Pełnomocnicy poszkodowanej kobiety, jak i oskarżonego, wnieśli o odrzucenie apelacji, podkreślając, że strony doszły do porozumienia, pojednały się i zawarły ugodę.

We wtorek Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał prawomocny wyrok w tej sprawie i zdecydował o uchyleniu wyroku sądu pierwszej instancji i zwrocie jej do Sądu Rejonowego w Środzie Wielkopolskiej w celu ponownego rozpoznania.

Sędzia Anna Judejko wskazała w uzasadnieniu, że "zachowanie oskarżonego było wyjątkowo, jak gdyby, przemyślane. Nie było to zachowanie wynikające z jakiegoś nagłego impulsu woli. Ono było zaplanowane, przemyślane i obliczone na to, żeby chronić własny interes w sytuacji, kiedy poszkodowana znajdowała się w stanie bezpośredniego zagrożenia utraty zdrowia i życia. W ocenie sądu okręgowego takie zachowanie nie może być ocenione jako nie cechujące się znacznym stopniem społecznej szkodliwości" - powiedziała.

Sędzia wskazała, że "zdarzenie to miało miejsce w pomieszczeniach noclegowych znajdujących się na terenie zakładu oskarżonego. A zatem, oskarżony jako właściciel firmy był tą osobą decyzyjną. Inne osoby niewątpliwie wiedziały, że oskarżona nie jest zatrudniona z zachowaniem wszystkich formalności i nie jest zgłoszona do ubezpieczenie społecznego. Niewątpliwie zatem to właśnie oskarżony był tą osobą, od której się oczekiwało podjęcia decyzji - przy czym z zeznań świadków wynika, że oskarżony już poprzedniego dnia był powiadomiony o sytuacji, jaka zaistniała, i to oskarżony, co sam przyznał, polecił, aby nie wzywano karetki" - mówiła sędzia.

Przypomniała również, że sąd może zastosować wobec oskarżonego instytucję warunkowego umorzenia postępowania "jedynie wówczas, jeżeli zostaną łącznie spełnione wszystkie przesłanki określone w art. 66 k.k. Sąd zatem może warunku umorzyć postępowanie jeżeli wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa sprawcy niekaranego za przestępstwo umyślne, jego dotychczasowy sposób życia uzasadniają przypuszczenie, że pomimo umorzenia postępowania będzie przestrzegał porządku prawnego, w szczególności nie popełni przestępstwa".

"Sąd pierwszej instancji w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku w większości skupia się na warunkach i właściwościach osobistych oskarżonego, oraz jego postawie wyrażającej się w postaci spłaceniu zaległych składek oraz zaspokojeniu finansowym pokrzywdzonej i pojednaniu się z nią. Powyższe okoliczności niewątpliwie miały istotne znaczenie, niemniej jako takie, nie mogły mieć wpływu na ocenę stopnia społecznej szkodliwości zachowania oskarżonego, oraz stopnia jego winy - na co maja wpływ okoliczności samego czynu, a nie postawa prezentowana przez sprawcę po jego popełnieniu już w trakcie toczącego się postępowania karnego" - podkreśliła sędzia.

Dodała, że oskarżony swym zachowaniem "zagroził jednemu z najważniejszych dóbr pozostających pod ochroną na gruncie kodeksu karnego, do jakich należy życie i zdrowie innej osoby".

"Sąd pierwszej instancji w swoich rozważaniach wskazał jedynie, że zachowanie oskarżonego - który nie zawiózł poszkodowanej bezpośrednio do szpitala, lecz oczekiwał z nią w samochodzie w zatoczce przystanku na przyjazd karetki, pozorując, że jest przypadkową osobą, która zatrzymała się w celu udzielenia pomocy - spowodowało stosunkowo niewielką zwłokę w udzieleniu pomocy pokrzywdzonej. Sąd pierwszej instancji całkowicie jednak pomija treść opinii medycznej (….) w której wskazano, że każda zwłoka tego dnia zwiększała ryzyko bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia poszkodowanej" - powiedziała sędzia.

Podkreśliła ponadto, że objawy, jakie miała w dniu zdarzenia Oksana K., "w postaci zaburzeń świadomości, braku możliwości nawiązania kontaktu słownego, połączone z niedowładem prawej strony - nawet dla laika powinny być wystarczającą przesłanką do niezwłocznego wezwania pomocy medycznej do miejsca pobytu chorej. A nie - doprowadzanie do sytuacji, w której osoba w tak poważnym stanie chorobowym jest dalej przemieszczana, przewożona, co jak wynika również z opinii, powodowało wzrost ciśnienia tętniczego i mogło doprowadzić do nasilenia zmian krwotocznych i do zgonu chorej".

Stron postępowania nie było we wtorek w sądzie w tracie odczytywania wyroku. (PAP)

autor: Anna Jowsa