Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

Prezes Inquiry: Handel spożywczy przegrał na niedzielnym zakazie



dlahandlu.pl, PB - 26 czerwca 2019 18:08


Jeśli chodzi o skutki zakazu handlu w niedziele na sieci FMCG, to opinie są sprzeczne i budzą wiele znaków zapytania. Trzeba by było przeanalizować sposób zbierania tych danych, aby się do nich odnieść. Wydaje się, że na zakazie straciły nie tylko małe sieci, ale również dyskonty – mówi w wywiadzie z dlahandlu.pl Agnieszka Górnicka, prezes Inquiry Market Research.

Jak Pani ocenia skutki zakazu handlu w niedziele? Wydaje się, że Polacy powoli przyzwyczajają się do nowej sytuacji…
Opinie konsumentów są podzielone i zależą między innymi od preferencji politycznych, od tego, czy ideologia stojąca za decyzją o wprowadzeniu zakazu jest komuś bliska czy nie, a także od indywidualnej sytuacji rodzinnej i na ile ktoś został tym zakazem dotknięty.

Uważam, że skrajności są niepotrzebne. Z mojego punktu widzenia najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie możliwości wyboru, by sieci same decydowały, w które niedziele (np. dwie w miesiącu) poszczególne sklepy pracują, a w które nie. To byłby ukłon w stronę osób, które nie mają innego dnia poza niedzielą na zrobienie zakupów. Jest wiele takich osób i dla nich zakaz niedzielnego handlu to poważne utrudnienie. Jest to także niedogodność dla pracowników handlu – osoby, które pracowały w niedziele, miały wolne w inny dzień i mogły wtedy zrobić zakupy dla rodziny.

Nie ma wątpliwości, że zakaz handlu w niedziele wpływa na nasz styl życia. Teraz spędzamy niedziele w inny sposób. Komu zakaz handlu zaszkodził? Najbardziej tym firmom, które były zlokalizowane w centrach handlowych i korzystały z ruchu, który generują centra. A także tym, które główny obrót generują a w niedziele, czyli gastronomii. Przykładem sieci, dla której zakaz handlu w niedziele był prawdziwym ciosem jest Grycan. Podobnie cierpią inni restauratorzy. Oni raczej nie mogą przekierować ruchu na inne dni tygodnia, bo lody nie będą miały utargu w piątek, czy w środę rano.

Dla mnie najpoważniejszy problem związany z ustawą polega na tym, że została wprowadzona bez rzetelnej analizy skutków. A skutki są takie, ze ucierpią głównie polskie firmy, bo duże zagraniczne sieci są w stanie przekierować sprzedaż na inne dni akcjami promocyjnymi.

Czy zakaz handlu w niedziele może przyczynić się do upadku małych sieci handlowych?
Miejmy nadzieję, że nie. Przedsiębiorcy mają to do siebie, że potrafią się mierzyć z przeciwnościami losu. Zamiast załamywać ręce i zamykać firmę, starają się znaleźć wyjście z sytuacji.

Jeśli chodzi o skutki zakazu handlu w niedziele na sieci FMCG, to opinie są sprzeczne i budzą wiele znaków zapytania. Trzeba by było przeanalizować sposób zbierania tych danych, aby się do nich odnieść. Wydaje się, że na zakazie straciły nie tylko małe sieci, ale również dyskonty. Co prawda przekierowały one ruch na inne dni tygodnia, ale ogromnym kosztem, a wzrosty nie są już tak spektakularne jak do niedawna.

Powiedziałabym, że generalnie handel spożywczy w ubiegłym roku przegrał na zakazie. GUS podał co prawda wzrost sprzedaży detalicznej ogółem, ale on dokonał się dzięki… wzrostowi sprzedaży samochodów, a na rynku spożywczym był spadek.

Zakaz handlu w niedziele mocno dotknął także sieci odzieżowe…
Tak, ale sieci modowe to zupełnie inny segment, bardziej podatny na rozwój handlu internetowego. Wszystkie polskie sieci, które wdrażają sklep internetowy mówią o dwucyfrowych wzrostach w tym kanale. Dla sieci odzieżowych sklep internetowy to już nie jest pytanie „czy” tylko „jak”. To nie jest tak, że otwierając sklep internetowy sieć zdobędzie nowych klientów. Odwrotnie - nie otwierając sklepu internetowego straci tych, których już ma.

Trzeba o tym myśleć w kontekście omnichanel. Klienci, kiedy kupują produkt w dowolnym sklepie, nie widzą różnicy pomiędzy kanałem internetowym a fizycznym. Tymczasem sieci są nieprzygotowane do integracji tych kanałów sprzedaży, bo pracują na systemach ERP rodem z lat 90-tych. Te systemy nie pozwalają na zintegrację danych. Skutek jest taki, że gdy kupimy coś w sklepie internetowym, to nie możemy zwrócić w sklepie stacjonarnym – a wydawałoby się to raczej oczywiste.

Technologicznie ten segment także nie nadąża za oczekiwaniami klientów. Konsumenci chcą różnych konfiguracji, np. dostarczenia do sklepu stacjonarnego lub do domu innej wersji produktu, który wyklikał w internecie. Dla klientów to są ciągle te same zakupy w tej samej firmie. Inna kwestia to organizacja w ramach danej grupy - sklepy internetowe w firmach odzieżowych absolutnie nie powinny być zorganizowane jako odrębne jednostki bizensowe. Krokiem we właściwym kierunku jest to, co robi LPP, ale wdrożenie tych wszystkich projektów nie nastąpi z dnia na dzień.

Czego przede wszystkim brakuje w segmencie odzieżowym, jeśli chodzi o usługi i ofertę dla konsumentów?
Standardem powinna być usługa click&collect, a także: możliwość zwrotu w sklepie towaru kupionego przez internet, sprawdzenia w internecie stanów magazynowych, czy dostępności produktów na poziomie konkretnego sklepu.

To się wydaje łatwe przeciętnemu Kowalskiemu, ale dla wielu firm oznacza ogromne nakłady na wdrożenie nowoczesnego systemu. Potrzeba czasu, a kto pierwszy, ten robi mnóstwo błędów. To jeszcze jeden powód, dla którego handel nie nadąża za konsumentami.