Wirtualny sklep to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy euro

Autor: Press 13 grudnia 2012 14:18

Wirtualny sklep Tesco w seulskim metrze nie był drogi. To wydatek rzędu kilku, kilkudziesięciu tysięcy euro. To rozwiązanie było tańsze od reklamy telewizyjnej. Prawdziwe koszty projektu generowały dostawy wybranych przez klientów produktów pod wskazany adres - mówi z rozmowie z "Press" Simon Hathaway, szef ds. shopper marketing & retail operations w agencji Cheil.

- Załóżmy, jak to było w przypadku sieci Tesco w Korei Południowej, że chcemy być numerem jeden na danym rynku, ale bez ponoszenia gigantycznych nakładów na marketing. Mamy do wyboru kilka dróg. Na przykład wirale w sieci czy inne internetowe formy, które są wątpliwe, bo nie przekładają się na natychmiastowy zakup produktu. Ale możemy wybrać rozwiązania, które pozwolą na bezpośredni dostęp do oferty sklepu, niezależnie od pory dnia lub nocy. Dzięki naszej kampanii sprzedaż online sieci Tesco wzrosła o 130 proc. Byliśmy z tym pomysłem pierwsi na świecie. Trzy tygodnie temu w Wielkiej Brytanii na podobnych zasadach zaczął działać sklep Adidasa. Przed nim były także sklepy m.in. w Belgii, USA i Singapurze - wyjaśnił Simon Hathaway.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WYBRANE DLA CIEBIE



BĄDŹ NA BIEŻĄCO

OGŁOSZENIA

Ilość aktualnych ofert: 11086

SZUKAJ PRZETARGÓW

Ilość aktualnych ofert: 397 662

SZUKAJ OBIEKTÓW KONFERENCYJNYCH

Wyszukiwanie zaawansowane