Odwiedzalność centrów handlowych spada w tempie 3 proc. rocznie, ale rośnie wartość paragonów

Autor: dlahandlu.pl 24 marca 2015 09:07

- W najbliższych latach spać spokojnie mogą głównie deweloperzy magazynowi oraz ci budujący biura na rynkach regionalnych. Podmioty działające w segmencie nieruchomości handlowych muszą w przyspieszonym tempie dostosować się do szybko zmieniających się warunków - tak w skrócie można podsumować wnioski z dziewiątej debaty z cyklu „Inwestowanie w Nieruchomości", która odbyła się w Klubie Polskiej Rady Biznesu w Warszawie.

W sektorze nieruchomości handlowych więcej dzieje się obecnie w mniejszych miastach, niż w wielkich aglomeracjach. Według firmy doradczej JLL w bieżącym roku nowa podaż powierzchni w centrach handlowych może sięgnąć 547 000 m kw., z czego aż 60 proc. trafi na rynki w miastach do 200 tys. mieszkańców. W obiegowej opinii w dużych miastach rynki są już nasycone, co znajduje odzwierciedlenie w spadającej odwiedzalności tych projektów. - W dużych miastach coraz trudniej o dobrą lokalizację pod nowe obiekty - tłumaczył ten stan Jacek Wesołowski, członek zarządu Immofinanz Services Polska. - Odwiedzalność tak naprawdę nie spada, tylko rozkłada się na więcej projektów. Zmienia się charakter zakupów: coraz więcej transakcji zawiera się w sieci, więc sklepy zmniejszają zajmowaną powierzchnię, stają się bardziej showroomami i miejscami spędzania wolnego czasu. Dziś po prostu nie da się nie robić części leisure w centrum handlowym. - Chociaż odwiedzalność spada w tempie mniej więcej 3 proc. rocznie, wskaźniki konwersji - rozumiane jako stosunek ilości kupujących do wszystkich odwiedzających centrum handlowe - rosną, tak jak i wysokość paragonów. Deweloperzy i najemcy centrów handlowych coraz częściej przedkładają wysokie wskaźniki konwersji nad parametry odwiedzalności. Dobrym przykładem jest tu Galeria Krakowskiej - ogromna odwiedzalność ze względu na lokalizację przy dworcu kolejowym, ale konwersja niewielka. Podobnie jest w przypadku Galerii Dominikańskiej we Wrocławiu - polemizowała z Wesołowskim Beata Kokeli, senior director działu powierzchni handlowych w CBRE.
Ciekawą wizję przyszłości centrów handlowych przedstawił Daniel Puchalski, dyrektor działu obsługi gruntów inwestycyjnych firmy doradczej JLL. - Przyszłość dużych obiektów handlowych zależy od tego, jak szybko powstaną nowoczesne aplikacje na urządzenia przenośne, które umożliwią dokładne wirtualne przymierzanie odzieży, butów itp. Odwiedzający centrum handlowe nie będzie musiał nawet iść do sklepu - w kawiarni „przymierzy" interesujący go produkt, zapłaci za niego siedząc przy kawie i ciastku, a kurier dostarczy mu go do domu. Sklep, a właściwie showroom odwiedzi tylko po to, żeby zapoznać się z „próbkami" nowych kolekcji, które nie będą jeszcze dostępne w sieci. Kiedy centra handlowe pozbędą się kosztownej logistyki i magazynowania, siłą rzeczy bardzo się skurczą - nie będzie już obiektów o powierzchni 40-50 tys. m kw., tylko takie o powierzchni maksymalnie 15-20 tys. m kw. Jedyną niewiadomą jest, kto pierwszy odważy się takie centrum zbudować. Myślę, że jest to kwestia co najwyżej 10-15 lat.
Rozwój e-handlu z jednej strony wieszczy ciężkie czasy dla branży nieruchomości handlowych, z drugiej przyczynia się do rozwoju koniunktury w sektorze logistyczno-magazynowym. Według JLL rynek powierzchni magazynowych w 2014 roku w Polsce był rynkiem rekordowym. Oddano do użytku ponad milion m kw. nowej powierzchni, co jest wynikiem wszechczasów. Popyt brutto przekroczył 2 mln m kw., z czego 1,4 mln przypadło na popyt netto. W III kw. 2014 r. wskaźnik pustostanów w skali kraju spadł do poziomu 8 proc., czyli o 2,5 proc. wobec analogicznego okresu rok wcześniej.

Według firmy doradczej Cushman & Wakefield w całym 2014 r. wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne wyniosła rekordowe 3,13 mld euro. Wszystko wskazuje na to, że choć być może w 2015 r. kolejne rekordy nie padną, to i tak będzie to dobry rok, bo zachodni inwestorzy nie obawiają się konfliktu na wschodzie i dalej postrzegają Polskę jako lokalizację bezpiecznych i dochodowych inwestycji w nieruchomości. W 2014 r. po raz pierwszy od trzech lat na czoło wysunęły się podmioty z kapitałem amerykańskim, osiągając ok. 35 proc. udział w rynku. - Nasz rynek zyskuje na umacnianiu się dolara - europejskie nieruchomości stają się dla Amerykanów bardzo tanie. Pomioty inwestycyjne zza oceanu dysponują obecnie ogromnymi ilościami gotówki i część z tych funduszy na pewno trafi do nas - mówił Dominik Stojek, dyrektor działu rynków kapitałowych w firmie doradczej BNP Paribas Real Estate.
W grudniu ub. r. fundusz „PZU Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Sektora Nieruchomości 2" zakupił portfel magazynowy Panattoni za 140 mln euro, co było największą pojedynczą transakcją polskiej grupy kapitałowej na rynku inwestycyjnym. - Potencjalnym graczem mógłby być mocny kapitałowo bank PKO BP, ale chyba nie są zbyt mocno zainteresowani biznesem nieruchomościowym - przewiduje Wojciech Pisz, dyrektor ds. inwestycji w TFI PZU. - Wiele zachodnich firm wypuszcza na rynek swoje obligacje na 500-700 mln euro. 2,3-procentowy zysk uważany jest za zadowalający. Tak duża podaż taniego pieniądza na rynku może doprowadzić do powtórki z 2008 r. i bańki inwestycyjnej.

  • ziutek 2015-04-23 20:28:56

    szołrumy, seniordyrektory i co tam jeszcze-obudzta sie ludzie za chwile te szołrumy i galerie beda stały puste, ludzie na miske kartofli ze smalcem nie maja , a przedsiebiorcy nie sa w stanie zaplacic czynszu

ZOBACZ WSZYSTKIE (1)

WYBRANE DLA CIEBIE



BĄDŹ NA BIEŻĄCO

OGŁOSZENIA

Ilość aktualnych ofert: 12469

SZUKAJ PRZETARGÓW

Ilość aktualnych ofert: 397 663

SZUKAJ OBIEKTÓW KONFERENCYJNYCH

Wyszukiwanie zaawansowane