Poradnik: Koszt inwestycji w sklepik szkolny to ok. 6 tys. zł

Autor: dlahandlu.pl 26 października 2015 10:30

Poradnik: Koszt inwestycji w sklepik szkolny to ok. 6 tys. zł fot. Fundacja BOŚ

W Polsce działa blisko 30 tys. szkół. W ponad połowie funkcjonują sklepiki szkolne. Po wejściu w życie nowych przepisów, wydanych przez Ministra Zdrowia część z nich zamknęła się. Jednak jak przekonują eksperci prowadząc sklepik można liczyć na 3 tys. zł zysku.

Najemcy podkreślają, że nie zarobią na sprzedaży zdrowych kanapek, a dzieci i tak kupią chipsy i batoniki w pobliskich sklepach, ponieważ są to produkty, które lubią najbardziej. Dotychczas sklepiki szkolne działały jak małe sklepy spożywcze, których jedyną misją było zakupienie towaru w hurtowni, a później sprzedaż. To zbyt mało, by prowadzić odpowiedzialny społecznie biznes. A trzeba zdać sobie sprawę, że sklepik szkolny powinien być właśnie takim biznesem – mówi Barbara Lewicka-Kłoszewska z Fundacji BOŚ, która od 2011 roku prowadziła program „Sklepiki szkolne - zdrowa reaktywacja”, przeznaczając rocznie blisko 50 tys. zł na granty, dzięki którym sklepiki mogą zmienić się w zdrowe bufety śniadaniowe.  

Dotychczas na przykładowej sklepikowej półce znajdowało się ponad 700 łyżeczek cukru (sacharozy), 13 łyżeczek soli, 1425 g tłuszczu oraz 700 g nasyconych kwasów tłuszczowych – tak wynika z wyliczeń dietetyków Fundacji BOŚ. – Mówimy tylko o jednej półce, a nie o całym sklepiku – podkreśla Aleksandra Koper, dietetyczka odpowiedzialna za wyliczenia. Co powinno znaleźć się wśród sklepikowych produktów, by spełniać wymogi Ministra Zdrowia? - Przede wszystkim kanapki z ciemnego pieczywa z warzywami, pastami warzywnymi lub rybnymi, dobrej jakości wędlinami oraz nabiałem. Do tego koktajle lub musy, zdrowe jogurty z muesli lub owocami, sałatki, soki owocowe lub warzywne bez dosładzania, małe przekąski np. naleśniki zbożowe z pieczonymi jabłkami i rodzynkami, babeczki z kaszy gryczanej z dodatkiem warzyw, orzechy, suszone owoce – wylicza. Co powstrzymuje najemców przed sprzedawaniem takich produktów? – Przypuszczam, że model biznesowy, który przyjęli za właściwy i według którego dotychczas funkcjonowali – zaznacza Magdalena Olczak, doktorantka ekonomii w SGH. – Znam wiele przypadków, w których najemca dzierżawił kilka lub kilkanaście sklepików jednocześnie, zatrudniał sprzedawczynie w każdym z nich i zaopatrywał się w towar w hurtowni. Taki człowiek nie ma dziś czasu, ani odpowiedniej załogi, by przygotowywać gotowe posiłki na miejscu, a tym bardziej robić to codziennie. Często nie ma też odpowiedniego sprzętu, a jego zakup musiałby sfinansować kredytem. Przede wszystkim nie ma jednak kompetencji ani wiedzy, by oferować dobrze skomponowane produkty, ponieważ dotychczas był przede wszystkim handlowcem – podsumowuje Magdalena Olczak. – Naszym zdaniem to dobry moment, by dotychczasowi najemcy zmienili sposób myślenia o prowadzeniu sklepików szkolnych. To również dobry moment, by te sklepiki, które zostały „zamknięte lub porzucone” trafiły w ręce osób, które chcą prowadzić biznes z misją, znają się na zdrowym żywieniu, mają cierpliwość, by wypróbowywać nowe przepisy, chcą prowadzić dialog z dziećmi i dążyć do sytuacji, w której zarówno dzieci chcą kupować zdrowe produkty i dania, jak i oni sami generują zysk z tej sprzedaży – podsumowuje Barbara Lewicka – Kłoszewska.


WYBRANE DLA CIEBIE



BĄDŹ NA BIEŻĄCO

OGŁOSZENIA

Ilość aktualnych ofert: 10794

SZUKAJ PRZETARGÓW

Ilość aktualnych ofert: 397 662

SZUKAJ OBIEKTÓW KONFERENCYJNYCH

Wyszukiwanie zaawansowane