Wojciński: Czas na sklepy spożywcze minął

Autor: Gazeta Wyborcza 9 grudnia 2010 09:58

- Obawiam się, że czas na sklepy spożywcze minął - mówi Piotr Wojciński, członek zarządu Polskiej Grupy Supermarketów, właściciela m.in. marki Top Market w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. -Teraz jest czas profesjonalistów. Rynek się konsoliduje. O przyszłość boją się przedsiębiorcy, którzy mają kilkanaście sklepów. Ba, nawet firma taka jak nasza, z kilkudziesięcioma profesjonalnymi udziałowcami, która robi miliard złotych obrotu rocznie, nie czuje się bezpieczna - dodaje.

Jego zdaniem do otwarcia sklepu należy się przygotować przez ok. 1 rok, w tym zgromadzić informacje, obejrzeć istniejące sklepy, a nawet popracować u kogoś w sklepie.

Umiarkowany czynsz za 200 m kw. to ok. 20 tys. zł. Mówimy o warunkach warszawskich. Płaci się go również w trakcie remontu lokalu, co potrafi trwać niekiedy kilka miesięcy. Dlatego należy bardzo starannie wybrać lokalizację, bo próba wejścia na nasycony rynek to samobójstwo. Na remont, urządzenia techniczne, wentylacje, spełnienie wymagań sanitarnych, lady, meble, pensje pracowników, towar itp. trzeba przeznaczyć blisko pół miliona - uważa piotr Wojciński.

Szansę na sukces ma sklep ze świeżym dobrym towarem, bo jego sprzedaż  jest najtrudniejsza lub np. na specjalistyczny sklep z serami, tyle że włoskimi, szwajcarskimi, holenderskimi, francuskimi. Taki ma szansę na sukces - na dużym osiedlu, gdzie jest zagwarantowany przepływ ludności. Tylko trzeba mieć dostęp do towaru, bo takiego asortymentu pierwsza z brzegu hurtownia nie oferuje. Inny pomysł to sklep rybny, bo tych jest mało. Dodatkow zawsze alkohol napędza sprzedaż. - Jak klient kupi butelkę piwa czy dwie, to od razu dokupi do nich paluszki albo kiełbasę, bułki i masło. W polskich warunkach nie ma dziś sensownego sklepu spożywczego bez sprzedaży alkoholu. Jeśli ktoś zaczyna działalność zapłąci za koncesję około 800 zł. Po roku działalności właściciel sklepu płaci procent od obrotu - dla wina i piwa jest to 1,4 proc., a dla ciężkich alkoholi - 2,7 proc. od ceny brutto - wyjaśnia Wojciński.

Mały sklep ma 1,5-2 tys. zł dziennie  obrotów. Jak włączy w to alkohol, który mocno napędza sprzedaż pozostałych produktów spożywczych, to może nawet i 4 tys. dziennie. Nowo otwarty sklep do docelowej przepustowości i obrotów dochodzi w ciągu trzech lat. I że te szacunki odnoszą się do warunków wielkomiejskich, w mniejszych ośrodkach koszty są niższe, ale przychody i rentowność też są mniejsze.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WYBRANE DLA CIEBIE



BĄDŹ NA BIEŻĄCO

OGŁOSZENIA

Ilość aktualnych ofert: 11008

SZUKAJ PRZETARGÓW

Ilość aktualnych ofert: 397 662

SZUKAJ OBIEKTÓW KONFERENCYJNYCH

Wyszukiwanie zaawansowane