REKLAMA
REKLAMA

Dyrektor Kauflanda kazał sprzedawać nieświeże mięso

Autor: portalspożywczy.pl 20 lipca 2009 09:24

Dyrektor lęborskiego Kauflandu zmuszała pracownice do podkładania klientom nieświeżego mięsa oraz fałszowania dat ważności. O sprawie opowiedziały kobiety, które zwolniono ze sklepu.

REKLAMA
Andżelika została wyrzucona z pracy, bo upomniała się o przerwy śniadaniowe. "Głosowi Pomorza" powiedziała: - Gdy bułki, które wypiekaliśmy na miejscu, nie zostały sprzedane, na drugi dzień wypiekałyśmy je znowu. Po godzinie były twarde jak kamienie. Miałyśmy je mieszać ze świeżymi. Dyrektorka komentowała: niech wp...ją.

Przeterminowane sery rozpakowywano i sprzedawano na wagę: - Jak były zielone, to dyrektorka kazała odkroić plasterek, a resztę sprzedawać. Kazała nam plastry tego obeschniętego sera podkładać klientom między plastry świeżego.

To samo dotyczyło mięsa: - Czasami tak śmierdziało, że po cichu mówiłam ludziom, żeby go nie kupowali.

Potwierdzają to dwie inne osoby - kasjerska oraz pracownica ochrony: - Przeceniane były towary przeterminowane. Szczególnie drogie mięsa. Z zamrażalni najpierw miałyśmy wyciągać te, które najdłużej leżały. Podobnie było z mięsem grillowym, które ma bardzo krótki termin ważności. Potem klienci skarżyli się na biegunkę.

Kobiety twierdzą, że wyrzucały przeterminowane jedzenie kiedy nikt nie widział. Sanepid nie mógł nic zrobić, bo dyrektor zawsze wiedziała o kontroli: - Miała być kontrola z sanepidu. Pracownicy od 5 rano porządkowali półki. Na drzwiach wisiała kartka, że sklep będzie otwarty później. Pracownicy wyrzucali produkty, w których były robaki. Te, w których ich nie było, zaklejali taśmą i odkładali na bok.

Nie zawsze udawało się jednak uniknąć konsekwencji. Przedstawiciel sanepidu przyznał, że sklep kilkakrotnie zamykano. Dodał jednocześnie: - Ostatnią [kontrolę] robiliśmy w ubiegłym roku. Od tamtej pory nie mieliśmy skarg na Kaufland. W przyszłym tygodniu przeprowadzimy kolejną. Za takie praktyki grozi grzywna. W najgorszym wypadku sprawa może zostać skierowana do prokuratury.

Menedżer sklepu rzekomo faworyzowała swoich znajomych: Po otwarciu sklepu osoby z rodziny dyrektorki i głównej kasjerki przechodziły przez kasy z pełnymi koszami zakupów. Kosze są ogromne, a one płaciły ledwie po 30 zł.

Centrala Kauflandu była zszokowana tymi rewelacjami. Obiecała, że przyjrzy się sprawie.


WYBRANE DLA CIEBIE


REKLAMA
REKLAMA

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

REKLAMA

OGŁOSZENIA

Ilość aktualnych ofert: 11549

SZUKAJ PRZETARGÓW

Ilość aktualnych ofert: 397 663

SZUKAJ OBIEKTÓW KONFERENCYJNYCH

Wyszukiwanie zaawansowane
REKLAMA