Ugoda albo zwolnienie w sporze o nadgodziny

Autor: Gazeta Wyborcza 9 kwietnia 2009 11:41

Zwolnienia to kara za to, że poskarżyłyśmy się Państwowej Inspekcji Pracy na pracę w sobotę i niedzielę bez dodatkowego wynagrodzenia - uważa kilka pracownic PSS Społem. - Sklep jest nierentowny i akurat padło na te panie - odpiera zarzuty prezes Cezary Rolnik - podała Gazeta Wyborcza.

- Przez 12 lat pracowałyśmy w najlepszym sklepie PSS w Radomiu. I za soboty i niedziele nie dostawałyśmy dodatkowego wynagrodzenia. Każdej z nas tylko przez trzy ostatnie lata uzbierało się około tysiąca godzin nadliczbowych. Wszystkie dwanaście, z wyjątkiem kierowniczki, napisałyśmy skargi do Państwowej Inspekcji Pracy. Była kontrola i po niej nakazano nam wypłacić pieniądze - opowiadają pracownice.

Twierdzą, że zaraz po kontroli zrobiono remanent i rozrzucono je do innych sklepów. W starym zostały tylko cztery. I kierowniczka, którą zdegradowano do stanowiska zastępcy. Teraz szefuje w innym sklepie. - Prezes obiecywał nam zaraz po kontroli, że pójdziemy wszystkie do jednego sklepu, przy Katowickiej. Ale jak go otworzyli po remoncie, przyjęli tylko sześć. Jedna z nas pracuje w różnych sklepach na zastępstwo - mówią kobiety.

W końcu lutego dwie panie z SAM-u przy Katowickiej i ta pracująca na zastępstwo dostały wypowiedzenia. - Uważamy, że to zemsta za naszą skargę do PIP-u. Bo w styczniu przyjęto jedną, nową osobę. A my przepracowałyśmy po 30 lat - słyszymy. Pracownice dodają, że już się mówi, że SAM kupi deweloper, który go zburzy i postawi na jego miejscu blok. - Wtedy pracę stracą i pozostałe - skarżą się kobiety.

- Te panie miały rzeczywiście nadgodziny, ale nie powiedziały o nich przez trzy lata. Może było im to na rękę, bo w tym sklepie się najlepiej zarabia. Gdyby zatrudniono dodatkową osobę, godzin nadliczbowych by nie było, ale i straciłyby na podziale marży, bo około 50 proc. marży przeznacza się na wypłaty dla pracowników - uważa prezes PSS Cezary Rolnik. Zaznacza, że pracownice poskarżyły się dopiero w kwietniu ub. roku do prezesa, który jest już na emeryturze. Rolnik jako nowy prezes chciał się z nimi dogadać. - Wypłaciliśmy im nadgodziny jak leci, za co drugą sobotę w ciągu trzech lat. Nie sprawdzałem czy były wtedy w pracy czy nie. Dla PSS to była naprawdę duża kwota. Ale chciałem przerwać temat, a tu mamy kolejną sprawę - o odsetki. A i do "Gazety" panie poszły - mówi prezes.

Zapewnia, że wypowiedzenia nie mają nic wspólnego ze skargą do PIP-u. - W sklepie przy Katowickiej jest mała rentowność, trzeba było go zmniejszyć, a więc i zejść z zatrudnieniem. Padło akurat na te panie. Odchodzą z winy zakładu pracy, dostają 6-miesięczne pobory - podkreśla prezes. Przyznaje, że zatrudniono w styczniu nową osobę i teraz przedłużono jej umowę na czas nieokreślony. - Ona jest dobrym pracownikiem, zresztą kierownik sklepu decyduje o zatrudnianiu - argumentuje Rolnik. Potwierdza, że trwają rozmowy na temat zakupu sklepu. Firma holenderska chce postawić w jego miejscu blok, a na parterze sklep ma mieć PSS.

W sądzie pracy trwa proces o odsetki za niewypłacone nadgodziny. Są trzy sprawy, bo sąd rozpatruje osobno po cztery pozwy. Po rozprawie w miniony poniedziałek prezes Rolnik poinformował nas, że z jedną grupą pań się dogadał: - Wypłacimy wszystkie odsetki. Mam nadzieję, że pozostałe panie też pójdą na ugodę - powiedział.


WYBRANE DLA CIEBIE



BĄDŹ NA BIEŻĄCO

OGŁOSZENIA

Ilość aktualnych ofert: 11972

SZUKAJ PRZETARGÓW

Ilość aktualnych ofert: 397 663

SZUKAJ OBIEKTÓW KONFERENCYJNYCH

Wyszukiwanie zaawansowane