Wiejski sklep można przekształcić w dobrze prosperującą placówkę

Autor: Marcin Złoch, dlahandlu.pl 13 listopada 2009 09:13

Wiejski sklep można przekształcić w dobrze prosperującą placówkę

Z typowego, raczej nieciekawego, wiejskiego sklepiku przy odrobinie chęci i pomysłów można stworzyć dobry sklep ogólnospożywczy. Na półkach obok produktów, które na co dzień kupują zwyczajni klienci zagościły towary delikatesowe

Mięso i wędlina z zielonkawymi przebarwieniami, nad skrzynką jabłek rój muszek, a na półkach przeznaczonych na alkohole wyroby winopodobne i najtańsza wódka. Kilka paczek makaronu, nierozpakowane zgrzewki napojów, w kącie oszronione mrożonki, w rogu szary papier toaletowy. Ogólnie nieciekawie. No i jeszcze lodówka wypełniona puszkami z piwem. Wybór tanich marek bardzo szeroki. Niestety lodówka nigdy nie działa. Według sprzedawcy zimą nie ma sensu chłodzić piwa, a latem robi się przez nią w sklepie jeszcze goręcej. Tak wyglądał jeszcze kilkanaście miesięcy temu wiejski sklep w podwarszawskiej miejscowości. Żółwin to miejscowość jakich wiele - dzięki przyjezdnym powoli przekształca się w sypialnię stolicy. Sklep nie jest prywatny. Dwadzieścia pięć lat temu gmina na należącym do niej terenie postawiła pawilon sklepowy. Czasy się zmieniły, gmina ogłosiła konkurs na dzierżawę sklepu. Wygrał miejscowy. Miał prowadzić sklep przez pięć lat. I niestety prowadził. Po upływie regulaminowego okresu urzędnicy gminni postanowili rozpisać nowy konkurs. Miejscowi szeptali, że pewnie znów wygra „Pan sklepowy". Nie wygrał. Po trwającym miesiąc remoncie podwoje sklepu otworzyły się dla kupujących.


Nowe rozdanie

Na półkach obok produktów, które na co dzień kupują zwyczajni klienci zagościły towary delikatesowe. Suszone pomidory w oliwie, włoskie makarony, kilkanaście rodzajów wina z całego świata, skandynawskie alkohole, kilka rodzajów sera. Ku uldze mieszkańców chłodziarka na wędliny pracuje cały czas, podobnie jak lodówki na piwo i inne napoje. Ale przede wszystkim za ladą pokazały się miłe twarze młodych kobiet. Dwie siostry, Katarzyna i Monika, są właścicielkami i pracownicami sklepu. Zaopatrzeniem zajmuje się ich ojciec.
- Nasz tata dowiedział się o przetargu na sklep i postanowił wystartować. Myślał o zapewnieniu nam źródła dochodu. Ja jeszcze studiuję, a siostra niedawno wyszła za mąż, spodziewa się dziecka - informuje Katarzyna, młodsza z sióstr.
- Wcześniej robiłam zakupy w tym sklepie, najbliższym od mojego domu, bardzo rzadko. Musiało nagle zabraknąć mi np. cukru czy soli. Omijałam sklep szerokim łukiem - informuje Monika.
Siostry energicznie przystąpiły do remontu. Miały oszczędności ze sprzedaży działek. Kupiły lodówkę na wędliny, na nabiał, wyłożyły podłogę glazurą, kupiły nowe lady i regały.
- Podczas prac jeździłyśmy po okolicznych hurtowniach sprawdzając asortyment i porównując ceny, wypytując się o ewentualne warunki dostawy, płatności, zamówień - wspomina Monika.

  • ŁYLMA 2013-11-01 15:52:38

    JESTEM POD WRAZENIEM

ZOBACZ WSZYSTKIE (1)

WYBRANE DLA CIEBIE



BĄDŹ NA BIEŻĄCO

OGŁOSZENIA

Ilość aktualnych ofert: 10467

SZUKAJ PRZETARGÓW

Ilość aktualnych ofert: 397 662

SZUKAJ OBIEKTÓW KONFERENCYJNYCH

Wyszukiwanie zaawansowane