Reklama
Partner portalu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Od pracownika Biedronki do frontendowca w Fathom

- Zanim zostałem programistą, przez trzy lata pracowałem w Biedronce. Zaczynałem na pół etatu, w wieku 18 lat, gdy byłem jeszcze w liceum. To była zwykła praca. Nigdy nie obsługiwałem kas, zajmowałem się raczej cenami i rozkładaniem towarów. Moja dzienna rutyna sprowadzała się, w zasadzie, do wykonywania poleceń przełożonych - mówi Łukasz Gryziewicz, 21-latek, mieszkaniec Bytomia, programista w Fathom.
Reklama

Do pracy motywowało mnie tylko wynagrodzenie, bo studiów kończyć nie zamierzałem.

Decyzja o rezygnacji ze studiów

Na studia nie poszedłem świadomie. Uznałem, że nie chcę poświęcać czterech lat życia na powolną, nieefektywną naukę, skoro mogę cały proces przyspieszyć. Chciałem też uczyć się tylko rzeczy istotnych dla mojego przyszłego zawodu. Co istotne: nie sądzę, by moja wiedza po ukończeniu studiów była taka, jak dziś. Uniwersytecka oferta programowa dla informatyków jest rozczarowująca, zwłaszcza, jeżeli mowa o nowych technologiach - takich jak frontend. Teraz moja decyzja cieszy się poparciem rodziców, ale z początku… powiedzmy, że byli mocno sceptyczni. Rozumiałem ich. Ba! Sam nie uważam, by pomijanie studiów było zawsze słuszne. Tę decyzję każdy musi podjąć samodzielnie. 

Pierwsze kroki w IT

Przed ukończeniem liceum, w ostatniej klasie, wiedziałem już, że chcę zostać programistą. Gdy nadszedł pierwszy lockdown, zacząłem uczyć się Pythona: oglądałem tutoriale na YouTubie i pisałem proste gry. Uczęszczałem też na jeden z bootcampów, gdzie nauczyłem sie podstaw Javy, ale nie udało mi się po nim znaleźć zatrudnienia. I to mimo, że byłem całkiem niezły - na poziomie przeciętnego juniora. Prześwietliłem więc rynek pracy i doszedłem do wniosku, że łatwiej będzie mi zacząć karierę jako frontendowiec. Konkurencja ze strony absolwentów była w tej dziedzinie żadna, a byłem wówczas przekonany, że pracodawcy wolą z reguły kogoś po studiach. Zacząłem rozglądać się za możliwością nauki frontendu, a o Mate academy dowiedziałem się z reklamy na Facebooku. To międzynarodowa akademia IT z własną platformą e-learningową, gdzie studenci uczą się kodowania. Wydaje mi się, że wybrałem ją ze względu na dostępność darmowego kursu JavaScript, który pozwala zapoznać się z platformą. Po jego ukończeniu umówiłem się na rozmowę z zespołem akademii, podczas której omówiliśmy moje wrażenia i możliwości zapłaty za podjęcie nauki frontendu. Uznałem, że dla mnie najkorzystniejsze będzie rozpoczęcie nauki za darmo, by po zdobyciu pracy w IT poświęcić część pensji na rzecz Mate. Nauka w Mate Academy jest intensywna, na tyle, że łączenie jej z pracą jest wyjątkowo trudne. Moi bliscy okazali się jednak bardzo pomocni. To dzięki nim mogłem kontynować naukę. Poza tym: dzięki mojemu poprzedniemu doświadczeniu, kurs okazał się nieco prostszy, niż być powinien. Zaznaczam jednak, że nie był prosty - wymagał naprawdę solidnej determinacji. Podstawa programowa jest przemyślana, wiedza - dostarczana w przystępnej formie, a platforma e-learningowa - dobrze ustrukturyzowana, intuicyjna, ergonomiczna, po prostu dopracowana. Na plus jest też mnogość zadań praktycznych. Nie sądzę, by jakikolwiek inny bootcamp oferował ich tak wiele.

Pierwsza praca jako frontendowiec

Cóż… szukając pierwszej pracy w branży, rozesłałem ponad 100 aplikacji. Byłem ignorowany przez rekruterów, a gdy już udało mi się dotrzeć do rozmowy technicznej, zostałem odrzucony. Ale, ku mojemu zdziwieniu, zdobyłem pracę raptem po dwóch tygodniach. Finalnie dostałem dwie oferty: od samego Mate’a oraz od Fathom, gdzie pracuję do dziś.

Aklimatyzacja w nowej branży

Wiele osób niezwiązanych z IT myśli, że praca programisty polega na pisaniu kodu z dala od wszystkiego, gdzieś… w głębokiej piwnicy i że programiści nie muszą z nikim rozmawiać. Trudno o bardziej stereotypowy, a zarazem nieprawdziwy obraz - bo spotkań, dyskusji, jest na co dzień aż nadto. Poza tym, warto zatrzymać się jeszcze przy grafiku. Różnicę między branżami potęguje bowiem fakt, że - przynajmniej u mojego pracodawcy - pracuje się zdalnie. Nikogo nie obchodzą moje godziny, od kiedy do kiedy pracuję. Liczy się jedynie to, czy wykonuję swoje obowiązki, czy stawiam się na spotkaniach, i czy da się ze mną skontaktować, gdy coś pójdzie nie tak. Za kilka lat chciałbym móc decydować o tym, jakie zadania wykonuję; chcę stać się solidnym współpracownikiem, oparciem, dla innych. Chcę też, oczywiście, awansować o kilka pozycji - zyskać na znaczeniu w zespole.

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (0)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum