Reklama
Partner serwisu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Alfred Bujara: Nie ma uzasadnienia biznesowego dla pracy po północy

- Doba pracownika handlu trwa tak naprawdę od północy do północy. I tu istnieje niebezpieczeństwo, że sklep będzie czynny w sobotę do 23 (a więc pracownik zdąży skończyć pracę przed północą), a potem praca może się rozpocząć 15 minut po północy w poniedziałek. Sieci zaczynają wykorzystywać tę okazję. My proponowaliśmy, by to była godzina piąta albo czwarta, aby ten pracownik miał naprawdę szansę nacieszyć się wolną niedzielą - mówi w rozmowie z nami Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ.
Reklama

- Sieci, które będą otwierać swoje sklepy po północy z niedzieli na poniedziałek, wykażą się wyłącznie brakiem szacunku dla swoich pracowników. Nie ma żadnego uzasadnienia biznesowego dla takich działań - mówi.

Według naszego rozmówcy ogłaszane przez sieci handlowe podwyżki wynagrodzeń wcale nie są tak duże, jak się o nich mówi, ponieważ są uzależnione od wielu czynników - m.in. frekwencji czy wydajności pracowników. - Tak naprawdę w portfelu pracownika dużej poprawy nie ma - mówi.

Ustawa o zakazie handlu w niedziele wejdzie w życie 1 marca. Jest pan zadowolony z rozwiązań?

Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ Solidarność: - Tak, choć tylko częściowo, ponieważ nie wszystko, co proponowaliśmy, zostało uwzględnione. Ubolewam, że centra logistyczne i dystrybucyjne nie zostały objęte ustawą. W naszym projekcie chcieliśmy, aby te centra były czynne, ale aby praca w nich odbywała się za zgodą pracownika i by później otrzymywał on dzień wolny i 100 proc. dodatku. Nie jestem też zadowolony z faktu, że e-handel nie został objęty tą ustawą, ale rząd obiecał, że będzie w tym zakresie modyfikacja, więc czekamy.

Cieszy nas natomiast to, że jeżeli drobny sklepikarz będzie chciał mieć otwarty sklep w niedzielę, to będzie mógł, jeśli sam, jako właściciel stanie za ladą. Nie ma możliwości, aby pracowały w tym dniu osoby na umowach zleceniach czy samozatrudnione.

- Nikt nie będzie chodził boso z tego powodu, że nie kupi sobie butów w niedzielę, kupi je w inny dzień tygodnia - mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ.

I właśnie - pojawiały się obawy, że ta ustawa uderzy w studentów, którzy dorabiali sobie w sklepach przez weekendy, że być może w ogóle zatrudnienie w handlu zostanie ograniczone. Te obawy są uzasadnione?

Nie należy się obawiać, że będzie trzeba zwalniać, ponieważ w tej chwili mamy ogromny niedobór pracowników w handlu – brakuje ok. 150 tys. osób. Sprzedaż przeniesie się z niedzieli na inne dni tygodnia. Nikt nie będzie chodził boso z tego powodu, że nie kupi sobie butów w niedzielę – kupi je w inny dzień tygodnia. Jak wskazują dane dotyczące sprzedaży w poszczególne dni tygodnia, w niedziele klienci nie kupują najwięcej – oni przychodzą pooglądać, przymierzyć i wychodzą. Tak naprawdę przychodzą na spacer, a pracownicy - w większości kobiety - są zdenerwowani, że zamiast być z dziećmi w domu, muszą siedzieć w sklepie. Ruch w sklepach spożywczych też się przeniesie na inne dni. Będzie wzmożony w piątki i soboty.

Niektóre sklepy już wydłużają godziny pracy w inne dni tygodnia, a niektóre planują rozpoczynać pracę w nocy z niedzieli na poniedziałek...

Zgadza się, to już się dzieje. To jest kolejna kwestia, z której nie jesteśmy zadowoleni, że doba pracownika handlu trwa tak naprawdę od północy do północy. I tu istnieje niebezpieczeństwo, że sklep ma być czynny w sobotę do 23 (a więc pracownik zdąży skończyć pracę przed północą), a potem praca może się rozpocząć 15 minut po północy w poniedziałek. My proponowaliśmy, aby to była godzina piąta albo czwarta, aby ten pracownik miał naprawdę szansę nacieszyć się wolną niedzielą. Sieci, które będą otwierać swoje sklepy po północy z niedzieli na poniedziałek, wykażą się wyłącznie brakiem szacunku dla swoich pracowników. Nie ma żadnego uzasadnienia biznesowego dla takich działań.

Co rusz przez sieci handlowe przechodzą fale podwyżek. Z czego one wynikają w pańskiej opinii?

Z braku rąk do pracy – pracodawcy muszą płacić więcej, aby miał kto dla nich pracować. Tylko – proszę pamiętać – że kiedy przyjdzie do wypłaty, to ona inaczej wygląda, bo nierzadko te podwyżki są obwarowane różnymi uzależnieniami, np. od frekwencji, wydajności itd. Więc są ogłaszane szumne podwyżki, ale tak naprawdę w portfelu pracownika dużej poprawy nie ma.

Z czego wynika niedobór pracowników w handlu? Czy myśli pan, że 500+ pogorszyło tę sytuację?

Pracowników zaczęło brakować jeszcze przed 500+, ale na pewno ten program również sprawił, że część liczba kobiet zdecydowała się zrezygnować z pracy i być w domu z dziećmi. Nie sądzę jednak, żeby skala tego zjawiska była duża. Brakuje rąk do pracy, ponieważ mamy niskie bezrobocie. Również Ukraińcy nie są już tak chętni, by pracować w polskim handlu, bo i dla nich te wynagrodzenia nie są już tak atrakcyjne, szczególnie po tym, kiedy otworzyła im się brama na Zachód. Spotykam jeszcze Ukraińców w sklepach w Warszawie, ale w Katowicach już niekoniecznie. A poza tym to jest naprawdę ciężka praca.

Poprawie wynagrodzeń nie towarzyszy zatem poprawa warunków pracy?

Wręcz przeciwnie – w tej chwili, przy brakach kadry, niejednokrotnie zatrudnieni pracownicy są obciążeni pracą jeszcze bardziej.

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (8)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum