Reklama
Partner portalu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Ekspert: Koszyk zakupowy stanie się bardziej tradycyjny, mniej wyrafinowany, ale większy

Jak zmieni się rynek spożywczy i handlowy? Jakie strategie będą odpowiednie na moment po restarcie gospodarki? Dzięki jakim cechom polskich przedsiębiorców eksport polskiej żywności ma szansę na rozwój? Na te pytania staramy się znaleźć odpowiedź w rozmowie z Bartoszem Urbaniakiem, szefem Bankowości Agro BNP Paribas na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę.
Reklama

Jak widzi Pan obecną sytuację i czego możemy spodziewać się w przyszłości? Jakie kategorie żywnościowe stracą na popularności, jakie zyskają?
Wszyscy mamy nadzieję, że już za kilka dni wyjdziemy z domów i nastąpi restart gospodarki. Póki co w dyskontach paragon jest krótszy, czyli kupujemy mniej, ale wydajemy więcej. To oznacza, że konsumenci kupują w prostszy sposób, ale konkretne rzeczy. Nie są to zakupy impulsowe. Z odczuć rynkowych, które na bieżąco analizujemy, wynika, że następuje powrót do marek, które znaliśmy wcześniej i którym ufamy. Nikt nie szuka obecnie jogurtu z obietnicą „trzech tchnień wiosny”, a jedynie zgrzewki produktu takiego jak jogurt czy kefir w wersji podstawowej. Do oferty sklepów trafiają też 25-kilogramowe opakowania mąki. Do niedawna sądziłem, że takie opakowania mąki w sklepie detalicznym odeszły do przeszłości wraz z 1989 rokiem, ale teraz znowu takie potrzeby zakupowe znowu mają miejsce.

Paradoksalnie jestem jednak zdania, że podobnie jak kategorie masowe – top premium nie ucierpi. Jest to bowiem kategoria, która bardziej należy do przyjemności.. Aby przejaskrawić posłużę się przykładem whisky. Jeżeli ktoś płacił dotychczas za butelkę whisky 3,5 tys. zł to fakt, że zacznie ona kosztować 4 tys. zł nie zmieni jego przyzwyczajeń. To nie jest segment klientów, który sprawdza ceny na półce. Historie dotychczasowych kryzysów pokazują, że produkty żywnościowe w kategorii top premium nie borykały się ze spadkami sprzedaży.

Jeśli chodzi o produkty niszowe, innowacyjne czy ekologiczne też nie jestem pesymistą, przy założeniu, że za kilkanaście dni my i pozostali europejscy klienci wyjdziemy z domów. Oczywiście obecnie mamy chwilową turbulencję, ale ona powinna minąć, chociażby dlatego, że duża część środków na odbudowę gospodarki będzie pochodziła ze środków unijnych (po-covidowych). Ich przyznawanie będzie powiązane ze spełnianiem norm ekologicznych tzw. zielonego ładu zapisanego w planach rozwoju rynku w UE w kolejnych latach. Dodatkowo konsument do którego trafiają nasze towary w Unii Europejskiej jest bardzo świadomy i nie sądzę, żeby zdecydował się na powrót do produktów pakowanych w wiele warstw plastikowego opakowania.

Czy jednak nie sądzi Pan, że trend zrównoważonego rozwoju będzie musiał ustąpić przed wymogami bezpieczeństwa i sterylności?

Zapewne trendy konsumenckie staną się bardziej rozważne z uwzględnieniem większych rygorów prohigienicznych. Z tego względu wzrosło zainteresowanie technologiami do pakowania wędlin czy serów w plasterkach. Mam sygnały z rynku, że dostawcy takich rozwiązań pierwsze wolne terminy mają na wiosnę 2021 roku.
Dużym wsparciem dla branży food&agro jest fakt, że działa ona w standardach bioasekuracji i obowiązku higienicznego od lat. Teraz ważne jest, aby branża umiała dotrzeć z tym komunikatem do konsumenta.

To pewien paradoks, że od lat polscy producenci próbowali pozbyć się łatki dostawcy nisko kosztowych towarów. Teraz umiejętność trzymania niskich kosztów może być znowu naszą przewagą.

Sądzę, że zmieni się sposób wydawania pieniędzy, ponieważ konsumenci będą kupowali rzeczy prostsze, tańsze i takie do których mają zaufanie. Część producentów straci więc rynek zbytu wśród polskich klientów. Z drugiej strony jesteśmy dostawcą taniej żywności o normie europejskiej na zachodnie rynki. Tamci klienci też będą dysponowali chudszym portfelem. W czasie kryzysu w 2008 roku nastąpił skokowy przyrost polskiego eksportu do UE, bo polskie produkty trafiły do europejskiego koszyka zakupowego. Tamtejsi klienci rezygnowali z bardziej złożonych produktów na rzecz towarów tańszych. Trzeba będzie oczywiście pilnować, żeby to była propozycja ekonomiczna, ale w zielonym nurcie „green deal’u”.

Przed kryzysem wszystkich urzekał nurt „convenience”. Czy jego oblicze nie zmieni się teraz w bliskość i lokalność?

Lokalne struktury zakupów i krótsze łańcuchy dostaw zapewne będą gorącym tematem. Z drugiej strony skoro zakupy będą większe i rzadsze przewiduję renesans cotygodniowych wizyt w hipermarketach, ponieważ każdy postara się powiększyć swoją spiżarnię i robić większe zapasy. Która z tych opcji wygra – nie jestem pewien.

Koronavirus to nie jedyny problem w branży żywnościowej. Jakie inne zagrożenie widzi Pan na tym rynku?

Łańcuchy żywnościowe zaczynają się w rolnictwie, które póki co nie ma problemów z koronawirusem. Ma natomiast ogromy problem z suszą.. Drugi problem to brak pracowników sezonowych. Standardowo w tym momencie gospodarstwa miały zakontraktowanych kilkuset pracowników, obecnie mają co najwyżej kilkudziesięciu. To powoduje, że truskawki już są droższe, bo nie ma pracowników tymczasowych z Ukrainy, którzy standardowo pracowali w gospodarstwach. Czy uda się zapełnić tę lukę osobami zwalnianymi z innych branż, np. gastronomii? Trudno prorokować.
Pomimo tych wszystkich zagrożeń upatruję jednak dobrych perspektyw dla polskiej branży

żywnościowej. Naszą siłą są firmy, które wyrosły w kryzysowych warunkach po 1989 roku i od tamtej pory przeżyły jeszcze trzy rosyjskie embarga czy kryzys 2008 roku. Wierzę bardzo mocno w polskiego przedsiębiorcę, który wielokrotnie ćwiczył się w zarządzaniu kryzysowym, które jest niemal wpisane w DNA polskiej branży spożywczej.

Polski towar stanie się bardziej atrakcyjny dla zachodniego klienta i tu można dostrzec korzyść. To prawda, że polski eksport zamarł na poziomie dostaw do restauracji w Unii Europejskiej, w czym się specjalizowaliśmy, ale obecnie ma szansę na większy kawałek tortu – rynek detaliczny. Dlatego unijny konsument musi szybko dowiedzieć się, że polska żywność spełnia wszystkie unijne normy, jest produkowana higienicznie i bardzo bezpieczna.

Na poziomie krajowym do odrobienia jest lekcja związana z powirusowym koszykiem. Pewnie będzie on bardziej tradycyjny, mniej wyrafinowany, większy. Głównym czynnikiem motywującym do zakupów stanie się relacja jakość-cena. W słowie jakość będzie zawierało się poczucie bezpieczeństwa. Konsumenci będą w stanie za bezpieczną żywność zapłacić więcej.

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (2)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum