Reklama
Partner portalu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Kto poniesie koszty nowej daniny handlowej?

1 stycznia br. zaczął obowiązywać podatek od sprzedaży detalicznej. Od początku danina budziła w branży duże kontrowersje. Rządowi po kilkuletniej batalii z unijnymi instytucjami udaje się ją wprowadzić właśnie teraz, w trakcie pandemicznego kryzysu, wraz z paroma innymi podatkami w tle. Zapytaliśmy ekspertów, jakie skutki przysienie to posunięcie.
Reklama

Podatek od sprzedaży detalicznej, czyli tzw. podatek handlowy płacić będą sprzedawcy, którzy osiągnęli w danym miesiącu ponad 17 mln zł przychodu ze sprzedaży detalicznej. Przewidziano dwie stawki podatku: 0,8 proc. od nadwyżki przychodu powyżej 17 mln zł do 170 mln zł miesięcznie oraz 1,4 proc. od nadwyżki przychodu ze sprzedaży ponad 170 mln zł miesięcznie. Pierwotnie podatek miał zacząć obowiązywać od września 2016 r. W związku ze sporem w tej sprawie z Komisją Europejską termin jego wejścia w życie był kilkukrotnie przesuwany. Podatek nie dotyczy sprzedaży przez internet.

Nawet 200 firm będzie musiało opłacić daninę za styczeń do 25 lutego br. Wówczas do budżetu wpłyną pierwsze pieniądze – łącznie od 1,5 do 2 mld zł. Media już policzyły, ile zapłacą największe sieci handlowe. Jeronimo Martins, właściciel Biedronki, będzie musiał płacić po około 50 mln zł miesięcznie, Lidl  - około 20 mln zł. Rossmann musi szykować się na wydatek rzędu 12 mln zł miesięcznie, IKEA i Neonet - po około 30 mln zł, a Euro RTV AGD zapłaci około 8 mln zł.

Wyrównanie szans

Zdaniem dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, Piotra Araka, podatek handlowy ma na celu wyrównywanie szans dla mniejszych przedsiębiorstw. - Do tej pory, jako jeden z niewielu większych krajów w Europie, nie mieliśmy opłaty dotyczącej sklepów wielkopowierzchniowych. Mają ją np. Hiszpania i Francja. Trzeba pamiętać, że opłata dotyczy sklepów, które nie zanotowały straty w czasie pandemii. Wyniki finansowe tych przedsiębiorstw są wysokie w porównaniu z innymi punktami handlowymi - stwierdził przedstawiciel PIE.

Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu, także jest zdania, że podatek od sprzedaży detalicznej jest daniną wyrównania szans między mniejszymi detalistami a dużymi sieciami handlowymi, szczególnie dyskontami.

- Dyskonty na przestrzeni ostatnich 10 lat wzrosły od 10 proc. udziału rynkowego do 33 proc. Liczba sklepów w Polsce spada, a najszybciej ubywa właśnie małych, niezrzeszonych placówek. Przykładowo, według danych Nielsena od stycznia do czerwca 2020 roku zamknęło się ponad 1,2 tys. małych sklepów spożywczych. Jednocześnie przybyło 128 dyskontów. W naszym kraju w handlu detalicznym działa ok. 340 tys. sklepów małoformatowych. Zatrudniają one ponad 600 tys. osób.  Podatek od handlu to wsparcie dla małych, niezależnych placówek w trudnej walce konkurencyjnej z silnymi dyskontami. Pozwoli im utrzymać się na rynku i zachować miejsca pracy - mówi Maciej Ptaszyński.

Dyskryminacja dużych podmiotów

Inną optykę na kwestię nowej daniny ma Renata Juszkiewicz, prezes POHiD.

W opinii Renaty Juszkiewicz sama konstrukcja podatku dyskryminuje większe podmioty, w tym sieci zagraniczne. - Komisja Europejska zakwestionowała podatek jako nieuprawnioną pomoc państwa i wciąż nie ma ostatecznego wyroku TSUE. Eksperci SGH ostrzegają, że podatek wpłynie także negatywnie na łańcuch dostaw oraz branże powiązane z handlem, co przełoży się na całą gospodarkę. Skutki wprowadzenia podatku handlowego odczują konsumenci.Nastąpi wzrost cen, co spotęguję drożyznę, którą konsumenci odczuwają, co z kolei ma przełożenie na  domowe budżety polskich rodzin - przewiduje nasza rozmówczyni.

Niepożądane konsekwencje

Tomasz Wagner, Senior Manager w Zespole Podatków Pośrednich w Dziale Doradztwa Podatkowego EY przyznaje, że w przypadku każdej nowej zmiany podatkowej stara się podchodzić do jej oceny powściągliwie i szukać pozytywnych skutków. Jednak nowe daniny publiczne, choć nie są  same w sobie zaskoczeniem, zostały jego zdaniem wprowadzone w bardzo wątpliwych okolicznościach i bez – jak się może wydawać - szczegółowej analizy ekonomicznej swoich skutków.

- Panuje w Polsce powszechne przekonanie, że duże sieci handlowe z uwagi na wysokie zyski, stać na pokrycie kosztu podatku handlowego. Tymczasem wiele z takich sklepów operuje na co dzień na bardzo niskich marżach, oscylujących niekiedy w granicach 2 proc. Łatwo przewidzieć, że skutki pobrania z tej kwoty 0,8 lub 1,4 proc. bardzo szybko wywołać musi efekty. Oczywiście, konkurujące ze sobą sieci sklepów toczą między sobą od lat wojny cenowe i walczą o klienta ich jak najniższym poziomem, ale jeśli nie wymuszą dodatkowych rabatów na swoich dostawcach to koszt podatku będzie musiał finalnie znaleźć odzwierciedlenie w kwocie należnej od konsumenta. Ruch w każdą z tych stron może rodzić inne konsekwencje – podwyżki w sklepach mogą się przyczynić do spadku popytu lub zmiany asortymentu, czy jakości produktów, a obniżenie cen dostawców sklepów może wiązać się ze zmianami układu łańcucha dostaw, w skrajnym przypadku z eliminacją niektórych podmiotów z rynku, jeśli ich obniżone marże nie pozwolą na dalsze prowadzenie zyskownej działalności. Żaden z tych skutków nie jest pożądany w dobie pandemii, recesji, topniejących pensji i upadających przedsiębiorstw - przekonuje Tomasz Wagner.

Więcej na portalspozywczy.pl

 

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (3)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum