Reklama
Partner serwisu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Marka Mere rozwija się w Niemczech. Czy w Polsce jest miejsce dla hard dyskontu?

W połowie ubiegłego roku polski rynek detaliczny obiegła informacja, że pojawi się na nim sieć dyskontów Mere, należących do rosyjskiego Torgservisu. To format tzw. „twardego dyskontu”, który sprzedaje prosto z palet. Ostatecznie detalista wycofał się z tych planów, stawiając na rynek niemiecki. Czy zdecydowała o tym specyfika polskiego konsumenta, który oczekuje produktów w dobrej cenie, ale też dobrej jakości, sprzedawanych w komfortowym otoczeniu?
Reklama

Pod koniec lipca 2018 roku informowaliśmy, podając za zagranicznymi mediami, że rosyjski detalista Svetofor (należący do Torgservis) wejdzie na rynek Europy Środkowej, w tym do Polski, z marką Mere. W naszym kraju sieć miała uruchomić 105 sklepów, z czego osiem jeszcze w ubiegłym roku. Okazało się jednak, że Svetofor wycofał się z tych planów. Z jakiego powodu - tego nie wyjaśniono.

Przypomnijmy, 31 maja 2017 roku w KRS została zarejestrowana spółka Torgservis PL z siedzibą w Krakowie, a 6 lipca 2017 roku w KRS została zarejestrowana spółka Torgservis PL 2 z siedzibą w Warszawie. Ich zadaniem miało być właśnie prowadzenie marki Mere na naszym rynku. W grudniu 2018 roku okazało się, że spółka Torgservis PL 2 jest likwidowana. Natomiast spółka Torgservis PL działa nadal, ale zwiększyła swój kapitał zakładowy najpierw z 45 tys. do 270 tys. zł, a następnie do 1 125 tys. zł. Firma zmieniła też adres siedziby w Krakowie.

Czy to może oznaczać, że Svetofor nie zarzucił jeszcze całkowicie planów wejścia do Polski? Strona internetowa Mere nadal działa, a na niej znajdują się informacje o poszukiwaniu dostawców i lokali.

Twardy dyskont – twarde warunki

Według informacji ze strony internetowej Mere, oczekiwania Svetofora wobec ewentualnych dostawców były bardzo wymagające: cena towaru z uwzględnieniem kosztu dostawy do sklepu powinna być 20-30% niższa niż w konkurencyjnych sklepach. Spółka sugerowała, że można to osiągnąć przez redukcję kosztów opakowania. - Nie potrzebujemy kolorowych rzucających się w oczy opakowań. Wobec powszechnie znanych marek z renomą ta różnica powinna wynosić 50% - informuje spółka.

Dostawca powinien zabezpieczyć możliwość zwrotu 100% nie sprzedanych towarów. Firma podkreśla także, że oczekuje wyłącznie oferty towarów klasy ekonomicznej i średniej, nie bierze pod uwagę produktów luksusowych oraz towarów szybko psujących się.

Firma poszukiwała także lokali o specyficznych cechach: miały one znajdować się w dużych i średnich miastach lub w ich bezpośredniej bliskości, w pobliżu dróg o dużym natężeniu ruchu i podobnych, posiadających parking dla co najmniej 30-40 samochodów oraz powierzchnię оd 800 do 1 200 mkw., a także spełniających wymagania w zakresie licencji na handel alkoholem.

Na stronie znajdują się zdjęcia już istniejących sklepów Mere. Przedstawiają wnętrze bardziej podobne do magazynu niż sklepu – towary wyłożone są na paletach, które tworzą alejki zakupowe. Wiadomo także, że dyskonty Mere sprzedają towar o najniższej dopuszczalnej przez przepisy jakości. 70 proc. asortymentu stanowi żywność, pozostałe 30 proc.

Założona w 2009 r. sieć ma około 800 sklepów w Rosji, na Białorusi, w Kazachstanie i w Chinach. Tutaj sieć działa pod logo Svetofor.

W dyskontowym raju

Pod koniec stycznia pierwszy sklep Mere pojawił się w Niemczech, na obrzeżach Lipska. Sukces marketu przerósł wszelkie oczekiwania. Jak informuje portal Deutsche Welle, niecały tydzień po otwarciu, sklep musiał zostać zamknięty na dwa dni, ponieważ cała linia zapasów została wyprzedana.

Spółka działa tam pod nazwą TS Markt. Firma chce się rozwijać na niemieckim rynku. Według strony internetowej firmy, poszukuje ona pomieszczeń o wymiarach 800 x 1200 metrów  w miastach o liczbie mieszkańców co najmniej 80 000, we wschodnich landach Niemiec. Kolejne otwarcia są już planowane: w Zwickau i Chemnitz. Jak ocenia portal DW, strategia wzrostu na wschodzie nie jest przypadkowa: w końcu nadal istnieje duża różnica w dochodach między zachodnimi i wschodnimi Niemcami.

Michael Gerling, dyrektor zarządzający EHI Retail Institute w Kolonii ocenia dla DW, że nie ma innego kraju na świecie, w którym dyskonty mają tak duży udział w rynku, jak w Niemczech - na poziomie 40 procent. Jednak warto zauważyć, że nawet tam sieci sklepów dyskontowych przechodzą w ostatnich latach metamorfozę. A to dlatego, że konkurenci wprowadzają własne marki, oferując produkty ekonomiczne, więc przewaga cenowa dyskontów była często minimalna. Sklepy dyskontowe odeszły zatem od metody „taniej za wszelką cenę”. Zainwestowały w wystrój sklepów i większą liczbę pracowników, zaoferowały więcej marek, a nawet umieściły piekarnie w swoich sklepach.

Zmienili się również klienci niemieckich dyskontów. - Niskie ceny już nie wystarczają, aby pokonać konkurencję. Nowy dyskont musi również oferować produkty dobrej jakości - mówi Gerling dla DW.

Jak radzi sobie niemiecka placówka i jakie osiąga wyniki, nie wiadomo. Właściciele Torgservisu są bardzo powściągliwi w komentarzach. Ich niemiecka siostrzana firma przyjęła tę samą strategię. Przedstawiciel firmy powiedział DW, że ​​„pierwszy sklep w Lipsku ma się dobrze” i „cieszą się, widząc wielu klientów”.

Ale to już było…

Tymczasem, warto zastanowić się, czy podobny sklep przyjąłby się w Polsce. Sądząc po wypowiedziach zarówno analityków, jak przedstawicieli sieci handlowych, raczej nie.

- Za wcześnie cokolwiek jednoznacznie przesądzać, jednak na bazie dotychczasowych doświadczeń polskiego rynku pozostawałabym ostrożna jeśli chodzi o możliwości rozwoju hard dyskontów w Polsce – mówi w rozmowie z serwisem dlahandlu.pl Maria Mickiewicz, analityk Pekao Investment Banking.

- Format hard dyskontu Aldi świetnie działający u naszych zachodnich sąsiadów (ponad 4 tysiące sklepów) u nas się raczej nie przyjął. Nieco ponad 100 sklepów Aldi to mało znacząca wartość w porównaniu z 2.900 sklepami sieci Biedronka - zauważa.

Jej zdaniem, warto prześledzić jak ewoluował format sklepu Biedronka, zapewne wychodząc naprzeciw oczekiwaniom polskiego konsumenta. Sieć poprawiła wystrój wnętrz, poszerzyła ofertę, wprowadziła produkty z kategorii premium, a także zwiększyła udział produktów markowych. – Sieć  przeszła od konceptu hard dyskontu z początków działalności w kierunku dzisiejszego formatu z pogranicza dyskontu i supermarketu – mówi Maria Mickiewicz.

Wielkich szans na sukces nie wróży hard dyskontowi także Krzysztof Pakuła, prezes zarządu Grupy Chorten.

- Jeśli jakaś sieć naprawdę chce wejść na polski rynek, to nie ma z tym większego problemu, o czym świadczy zalew sklepów portugalskich, niemieckich czy francuskich. Nie mamy żadnego prawa, które ograniczałoby taką ekspansję wspierając rodzimy handel. Natomiast co do formatu hard dyskontu, to wydaje się, że polski klient jest już dość mocno wyedukowany i ma nieco inne potrzeby zakupowe. W latach 90-tych kupowaliśmy to, co najtańsze, Polakom można było sprzedać produkty marnej jakości, dwie dekady temu obserwowaliśmy rozwój marek ekonomicznych – mówi Krzysztof Pakuła.

- Dziś rynek jest już dojrzały, klient stawia na jakość, czyta etykiety, szuka produktów pełnowartościowych, często ekologicznych, eksperymentuje ze smakami świata. Konsument wybiera także ofertę znanych producentów i produkty szeroko promowane w mediach. Wydaje się więc, że oparcie konceptu na sprzedaży jedynie towarów ekonomicznych i ze średniej półki, byłoby w Polsce bardzo ryzykowne. Dodatkowo klienci zwracają obecnie uwagę także na estetykę i atmosferę w sklepie, sprzedaż prowadzona z kartonów i palet jest dla polskiego konsumenta mało atrakcyjna - podsumowuje.

 

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (6)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum