Reklama
Partner serwisu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Pokolenie bezdomnych: planeta im płonie, metaversum nie jest jeszcze ich domem

Nazywa się ich zetkami. Możliwe, że ostatnia litera w alfabecie ich piętnuje. Czy z tego powodu wyrażają siebie zakładając ubrania o kilka numerów za duże, znoszone, przefasonowane, które do tej pory kojarzyliśmy z ofiarami systemu kapitalistycznego – osobami bezdomnymi? Symbolem tego stylu w ostatnich dniach stały się trampki od Balenciagi, które w tym samym czasie osiągają cenę 1800 dolarów i wyżyny destrukcji. Co wybory tego pokolenia oznaczają dla społeczeństw i marek – zastanawiam się jako dziennikarz, na co dzień piszący o trendach w handlu, ale także matka zetki.
Reklama

Jestem pewna, że gdybym była zetką, też wybrałabym ten styl a raczej krzyk, mówiący o braku nadziei i opcji wyboru. Jak każde zbuntowane pokolenie, 20-latkowie sprzeciwiają się naszej wizji świata, w której w imię postępu zajechaliśmy prawie wszystkie dobra, które były nam dane. Pewnie przypominamy im szarańcze, która rusza się szybko, ale po sobie zostawia pustkę. Wielu z nich, w opozycji, już na starcie mówi nie interesuje mnie ten model życia. Wybierają bezruch. Ze smartfonem w ręku. Bo mają nadzieję, że ta druga strony medalu ich obroni. Jak każde odchylenie na szali o 180 stopni wpadają w pułapkę, bo świat smartfonowy to pole ich eksploatacji, takiej samej, jakiej nasze pokolenie, poddało planetę.

Czym jest dom?

Jeżeli zdefiniujemy dom, jako miejsce, w którym ludzie czują się dobrze, to ponieśliśmy pełną porażkę w przygotowywaniu gniazda dla naszych dzieci.  Dom można też nazwać przestrzenią, gdzie można zostać wysłuchanym. W obu tych obszarach zawiedliśmy, bo 20-latkowie nie czują się dobrze w rzeczywistości, którą ukształtowaliśmy. Żeby zostać usłyszanym wychodzą z domów na ulice z transparentami w ramach strajków klimatycznych. Zresztą dowodów jest o wiele więcej. Statystyki samobójstw i przepełnionych oddziałów psychiatrycznych mówią same za siebie. Szukają więc innego domu i znajdują go w smartfonie. 

Biuro to nie dom, a smartfon?

Co prawda do niedawna rolę ich domów chciały przejąć biura. Tworzyły przestrzenie z kanapami, huśtawkami, hamakami, smacznymi lunchami i salami do ping-ponga. Wszystko by wyzwolić ich buzującą, choć na pozór zaskorupiałą kreatywność. Pandemia spowodowała jednak, że teren biur stał się znowu terra incognito. Prezes Airbnb - Brian Chesky powiedział ostatnio, że praca w biurze to już relikt przeszłości. Pracownicy są bowiem bardziej kreatywni, gdy pracują z domu. Potwierdziły to świetne wyniki firmy. Zetki mogą więc pracować zewsząd, co w dłuższym rozrachunku jeszcze bardziej zmniejsza ich zakorzenienie, przywiązanie do miejsc, ludzi, firm, marek. Wszędzie zaś dryfuje w stronę nigdzie, czyli metaversum.

Uzależnienie z TikToka

Badanie naukowe pokazują, że używanie świata lustrzanego, w tym głównie #TikToka jest jak ciągłe jedzenie słodyczy. Mózg nie ma kiedy zwolnić, oglądając niekończące się filmiki. Zalewająca młode mózgi dopamina nie pozwala na ucieczkę w mniej angażujące opcje jakie przynosi życie – czytanie, rozmawianie, sprzątanie, obieranie ziemniaków czy koszenie trawy.

Głównego problemu świata wirtualnego nie postrzegam jednak jako rozwiązania, które powoduje przesłodzenie i prowadzi do psychicznej otyłości. Uważam, że długofalowo metaversum gra przeciwko sobie – niszcząc swój największy zasób – swoich klientów. Oczywiście w pierwszej fazie uzależnienie zetek służy markom, które potrafią ich zaangażować. W dłuższej perspektywie jest ich w stanie przepalić, bo z tygodnia na tydzień marketingowy muszą serwować pomysł na większe emocje i zaangażowanie. Na koniec zostaje im konsument, który jest bezużyteczny – nie klika, nie kupuje, po prostu czeka na jeszcze większe fajerwerki. Jeżeli ich nie dostaje, odwraca się od marki jak od zużytej gumy bo lojalność to słowo, którego nie ma w słowniku zetki. Nikt go jej nie nauczył. Był co prawda tresowany do lojalności zniżkami i kuponami w aplikacji, ale to tylko atrapa prawdziwego zaangażowania, czy starego, dobrego „lubienia” jakieś przedmiotu i stojącego za nim logo.

Ekspolatacja klienta

Czując podskórnie tę eksploatację zetki zaszywają się więc w otchłaniach lumpeksów, gdzie wyszukują rzeczy mówiące o ich wrażliwości i lękach o wiele więcej niż chcieliby przekazać. Możliwe również, że czują, że to jedna z ostatnich przestrzeni, gdzie mogą o sobie decydować naprawdę sami, bez podszeptów sztucznej inteligencji, która rości sobie prawo do znania ich lepiej, niż oni sami siebie. Oczywiście część zetek ulega i na ogadżetowanie swoich avatarów wydają więcej, niż na siebie w świecie realnym. Część młodych ludzi czuje jednak, że metaversum chce ich zawłaszczyć, zaprognozować co do dnia, godziny, koloru i fasonu. W ramach zakupów zautomatyzowanych zetki dostaną jedynie powiadomienie: „twoje buty do biegania są zniszczone, zamówiłem ci nowe”. Ich rolą będzie jedynie płatność przy pomocy uśmiechu. Wymuszonego czy nie, nieważne. Balenciaga szczerze śmieje się temu powiadomieniu w twarz, mówiąc „nasze nowe buty, od razu są zniszczone, dzięki temu hakujesz system”.

Możliwe, ten komunikat pozwala zetkom wynurzyć się na chwilę na powierzchnię, by zaczerpnąć haust powietrza. Taki sam jak ten, gdy z ociąganiem, zamiast gapienia się w smarforna wybierają grę na gitarze, lepienie w glinie, szycie na maszynie, stolarstwo, tworzenie biżuterii, czy własnoręczny wyrób pizzy. Mam nadzieję, że w połączeniu z rosnącym zapotrzebowaniem na rzemieślników, którzy będą reperować i odnawiać rzeczy, które my byśmy wyrzucili, te umiejętności staną się ich zakorzenieniem w realnym świecie. Oby!

Jeżeli do tego dojdzie, rozpoznamy to po ubraniach, które będą nosić. Znacznie mniej pokiereszowanych.

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (1)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum