Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

Afera łapówkarska w sieciach handlowych: Wśród oskarżonych znany biznesmen



Money.pl - 8 lutego 2016 12:27


Na łapówki mówili, że trzeba "dać bułę". I dawali: koperty A4 z pieniędzmi, kartony wódki albo bilety na wyścigi Formuły 1. W ten sposób pracownikom marketów odwdzięczać się miały takie firmy jak Sobieski, Ustronianka, Zbyszko czy Red Bull. Zarzuty usłyszeli nie tylko menadżerowie marek i sklepów. Wśród oskarżonych jest też znany biznesmen, regularnie zajmujący przed laty wysokie miejsca w rankingu najbogatszych Polaków - czytamy w reportażu Money.pl.

Teoretycznie to normalna i legalna praktyka, która stosuje się na całym świecie. Pod warunkiem, że pieniądze nie trafiają bezpośrednio do kieszeni pracownika, który decyduje o asortymencie. Bez faktury, bez podatku, bez śladu.

Niechlubny rekord w przyjmowaniu łapówek prokuratura zarzuca Pawłowi S., starszemu kupcowi w Kauflandzie, który na nielegalnej działalności miał zarobić ponad 4 miliony złotych. Ale podobnie mieli działać też wysoko postawieni pracownicy w innych sieciach. Oskarżeni są również przedstawiciele Carrefoura, Makro czy Reala. Śledztwo wykazało również nieprawidłowości w sieci Auchan.

Producent popularnych wódek, takich jak Sobieski, Krupnik, Starogardzka czy Danzka, chciał w 2007 roku zwiększyć sprzedaż m. in. w Kauflandzie. Negocjacje z siecią z ramienia Sobieskiego prowadził w tym celu dyrektor handlowy Tomasz K., natomiast hipermarket reprezentował wspomniany Paweł S. Rozmowy we wrocławskiej centrali sieci skończyły się fiaskiem i do porozumienia nie doszło. Do czasu. Kupcy zażądali 0,3 proc. obrotu tzw. "wódkami głównymi", a więc na przykład "Sobieskim".

Gdy Sobieski chciał podnieść ceny w niemieckiej sieci, musiał również dać "podwyżkę" tamtejszemu kupcowi. Od 2009 roku Paweł S. dostawał już nie 0,3, a 0,5 proc. obrotu głównymi wódkami.

Pośrednicy obiecali jednak, że za łapówkę pomogą załatwić wszystkie sprawy z kupcem z Carrefoura. W toku śledztwa okazało się bowiem, że jeden z pośredników przez wiele lat pracował w tej sieci i nadal miał w niej dobre relacje.

Paweł S. w swoich zeznaniach obciąża również Andrzeja P. (w latach 90. wprowadził do Polski markę Cin&Cin), znanego biznesmena, który na początku lat 90. brylował na listach najbogatszych Polaków, byłego współwłaściciela Widzewa Łódź z czasów, gdy klub ten występował w Lidze Mistrzów.

Więcej na Money.pl