Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

Szef Solidarności w Biedronce: Podwyżki są za niskie, by zatrzymać pracowników w momencie wejścia 500+



gazeta.pl - 21 marca 2016 08:56


Piotr Adamczak, szefem NSZZ "Solidarność" w Biedronka Jeronimo Martins Polska uważa, że podwyżki w Biedronce to przede wszystkim dobry PR, bo realna podwyżka dla kasjera wyniesie 100 zł. Pozostałe 150 zł to premia przyznawana za brak absencji chorobowych. Dla matek małych dzieci, których jest w Biedronce wiele, często nieosiągalna - czytamy w gazeta.pl

Związki obstają przy 500 zł podwyżki i zamierzają wysyłać pismo do dyrektora generalnego w Polsce i do zarządu w Portugalii z dokładnym opisem zagrożenia, jakie może wystąpić w sytuacji, gdy pensje są tak niskie, że program 500+ może się okazać dla nich konkurencyjny.

Związkowiec uważa, że kiedy w życie wejdzie program 500+ Biedronce zacznie ubywać pracownic. Szacujemy, że odejść może kilkanaście procent kobiet. O tym otwarcie mówią nawet kierownicy rejonów. Dziś pracownica Biedronki dostaje ok. 1300 zł na rękę. Pracując, musi wydać pieniądze na żłobek czy przedszkole. Będzie się zastanawiać, czy zostać w pracy, czy wziąć 1000 albo 1500 zł z 500+ i zająć się dziećmi - mówi Adamczak. I dodaje, że związki boją się, że sieć po rezygnacji części pracowników obciąży pozostałych większą liczbą obowiązków. 

Zaznacza, że w firmie kasjer zajmuje się obsługą klienta, przyjmowaniem i rozładunkiem dostaw, sprzątaniem sklepów i jeszcze ochroną, bo w wielu sklepach ją zlikwidowano. W dużych miastach pensje są wyższe, w małych niższe. Różnice wahają się w granicach 200 zł. Za takie stawki trudno znaleźć pracowników, dlatego sieć zatrudnia kasjerów z Ukrainy - mówi szef związkowców dla gazeta.pl.