Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

Podatek cyfrowy na dalekim horyzoncie



dlahandlu.pl, PB - 8 maja 2019 22:23


Dzięki rozwojowi nowych technologii, świat zmienia się dosłownie z dnia na dzień i wciąż pojawiają się nowe możliwości. Dotyczy to także handlu, w którym coraz większą popularnością cieszą się zakupy online i mobile. Za dynamicznymi zmianami nie nadążają regulacje prawne, czego przykładem jest chaos dotyczący opodatkowania internetowych gigantów. Państwa UE próbują znaleźć konsensus w kwestii podatku od handlu w Internecie, jednak na razie końca sporu nie widać.

Obecne przepisy podatkowe, zarówno na poziomie Unii Europejskiej, jak i poszczególnych państw członkowskich, powstały w świecie sprzed obecnej rewolucji cyfrowej. - Międzynarodowe zasady prawa podatkowego oparte są na tradycyjnych zasadach, które nie są współmierne do realiów działalności cyfrowej. Zakładają one bowiem, że firma prowadząca działalność płaci podatki w danym kraju, jeśli ma tam swój oddział, biuro lub zależnego przedstawiciela. Regulacje te pomijają natomiast dzisiejsze możliwości cyfrowego świata, w którym do prowadzenia działalności nie potrzebna jest już fizyczna obecność przedsiębiorcy w danym kraju – tłumaczy Marcin Rudnicki, partner w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

Sprawa dotyczy przede wszystkim takich gigantów e-commerce jak Google, Facebook, Apple, czy Amazon, którzy zarabiają wprost na handlu online lub na sprzedawaniu reklam. W Europie prawie nie płacą podatków, ponieważ albo fizycznie nie są tu obecni, albo posiadają swoje przedstawicielstwa w „rajach podatkowych”. A patrząc na ich zarobki, jest się o co bić.

Amazon i inni

Spółka Amazon w ciągu 20 lat zapłaciła w Wielkiej Brytanii mniej podatku, niż niektórzy sprzedawcy detaliczni płacą w ciągu zaledwie jednego roku. Według śledztwa przeprowadzonego przez Daily Mirror, gigant handlu internetowego zapłacił w ciągu ostatnich 20 lat łącznie 61,7 milionów funtów podatku dochodowego od osób prawnych, mimo że osiągnął całkowity obrót w Wielkiej Brytanii w wysokości około 7 miliardów funtów. Dla porównania sieć sklepów stacjonarnych M&S w zeszłym roku wpłaciła 65,4 miliona funtów podatku. Największy detalista na brytyjskim rynku – sieć Tesco zapłaciła 176 milionów funtów, Dixons Carphone 42 miliony funtów, a John Lewis 43 miliony.

W październiku ubiegłego roku prezes Tesco Dave Lewis wezwał do wprowadzenia w Wielkiej Brytanii podatku na produkty sprzedawane przez Internet, aby zapobiec „wyniszczaniu brytyjskich sklepów przez internetowych rywali”. Zdaniem Lewisa, tradycyjni detaliści łapią się w pułapkę rosnących kosztów, podatków, wyższych płac i konkurencji ze strony agresywnych firm internetowych.

Innym przykładem jest Facebook. Firma w 2018 r. zanotowała 55,8 mld dol. przychodów, czyli o 38 proc. więcej niż w roku 2017. Zysk netto wyniósł 22,1 mld dol. (15,9 mld w 2017 r.). Średni przychód na użytkownika wyniósł globalnie 7,37 dol.

Jak wynika z danych PwC oraz Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB, w 2017 roku Facebook w Polsce mógł zarobić na reklamach około 596,5 mln zł. Tymczasem, minister finansów Jadwiga Emilewicz poinformowała, że spółka nie zapłaciła żadnego podatku w Polsce w 2017 roku. Money.pl podaje, że Google Poland osiągnął 318 mln zł przychodu w 2017 r., zaś podatku zapłacił 12,5 mln zł. Z kolei Amazon z przychodem przekraczającym 1,42 mld zł zapłacił 15 mln zł podatku.
Cyfrowi giganci unikają płacenia daniny, wykorzystując tzw. raje podatkowe. W Europie jest nim np. Irlandia, w której podatek od osób prawnych wynosi zaledwie 12,5 proc., w porównaniu do 19 proc. w Polsce i Wielkiej Brytanii. To właśnie w Irlandii zarejestrowana jest spółka Facebooka.

Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się propozycje uregulowania tej kwestii.

Dyskusja trwa

Negocjacje w sprawie podatku dla globalnych koncernów internetowych trwają w UE już od dłuższego czasu. Zaproponowano wprowadzenie podatku od usług cyfrowych, który byłby płacony tam, gdzie firmy te zarabiają, a nie tam, gdzie są zarejestrowane. To model docelowy, ale dosyć skomplikowany do wprowadzenia. Dlatego w okresie przejściowym miałby obowiązywać podatek od obrotów w wysokości 3 proc. Miałyby nim zostać objęte koncerny o obrotach powyżej 750 mln euro w skali globalnej lub 50 mln euro w skali unijnej.

Ile moglibyśmy zyskać dzięki podatkowi od usług cyfrowych? Komisja Europejska szacuje, że wszystkim krajom UE przyniósłby on 5 mld euro budżetowych wpływów rocznie. Niestety, propozycja ogólnoeuropejskiego podatku została zablokowana przez niektóre mniejsze państwa członkowskie: Szwecję, Finlandię, Irlandię oraz Danię. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że niektóre państwa członkowskie próbują wprowadzić cyfrową daninę na własną rękę.

Wydaje się, że najbliżej tego celu jest Francja. W marcu francuski minister gospodarki Bruno Le Maire przedstawił projekt ustawy, w którym duże firmy internetowe zostaną obciążone 3-proc. podatkiem obrotowym. Nowy podatek musiałby zostać zapłacony przez korporacje internetowe o obrotach globalnych w wysokości co najmniej 750 milionów euro (i co najmniej 25 milionów we Francji). Według Le Maire'a wpłynie to na około 30 podmiotów, a podatek wygeneruje co najmniej 500 milionów euro. Są to głównie amerykańskie firmy, ale także chińskie, niemieckie, hiszpańskie, brytyjskie i jedna francuska.

Polska nie pozostaje daleko w tyle. W kwietniu ministerstwo finansów przedstawiło Aktualizację Programu Konwergencji (APK) będącą częścią Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2019 - 2022. Jak wskazano w dokumencie, celem przewidywanych zmian, które miałyby wejść w życie 1 stycznia 2020 r., jest opodatkowanie przychodu przedsiębiorstw cyfrowych świadczących usługi na terytorium Polski. Opodatkowanie firm cyfrowych zaliczono w APK do kluczowych działań w obszarze podatków na lata 2019-20. Dochody z podatku od przedsiębiorstw cyfrowych w przyszłym roku mogłyby wynieść ok. 217,5 mln zł.

- W związku z tym, że nie jest pewne, czy możliwe będzie wdrożenie efektywnego, długookresowego rozwiązania na forum międzynarodowym w dającym się przewidzieć horyzoncie czasowym, rozważane jest również wprowadzenie tzw. tymczasowego rozwiązania problemu opodatkowania cyfrowych modeli biznesowych w formie podatku od wybranych usług cyfrowych – poinformował resort finansów w dokumencie.

Wprowadzenie podobnego podatku zapowiedziały także Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania i Austria.

Kto za to zapłaci?

W obliczu nadchodzących zmian w przepisach warto zastanowić się, czy nowa danina rozwiąże problem niepłacenia podatków przez gigantów e-commerce? Jak wpłynie na mniejsze podmioty oraz firmy prowadzące sprzedaż w kraju, w którym są zarejestrowane? I czy finalnie nie zapłacą za niego konsumenci, np. wyższym kosztem usług?

- Słabą stroną zaproponowanej przez Komisję Europejską dyrektywy dotyczącej podatku od usług cyfrowych wydaje się brak odniesienia do tzw. lokalnych cyfrowych przedsiębiorstw, czyli przedsiębiorstw, które prowadzą działalność tylko w jednym państwie i odprowadzają w nim również należne podatki. W takim przypadku podatek od usług cyfrowych nałoży na takie przedsiębiorstwa dodatkowe, często niewspółmierne do innych przedsiębiorstw obciążenie podatkowe – mówi Marcin Rudnicki z KPMG.

Nic dziwnego, że firmy zarabiające w Internecie nie są zachwycone. . – Naszym zdaniem podatek od usług cyfrowych nie uwzględnia sytuacji lokalnych firm, które prowadzą działalność w jednym państwie UE i płacą w nim należne podatki – mówił pod koniec ubiegłego roku w „Rzeczpospolitej” Paweł Klimiuk, dyrektor komunikacji korporacyjnej Allegro. Dodał, że Allegro jest 46. płatnikiem CIT w Polsce, całość dochodu jest tutaj rejestrowana i rozliczana.

Marcin Rudnicki zauważa, że w debacie dotyczącej podatku od usług cyfrowych, często podnoszonym argumentem, są obawy o przesunięcie jego ciężaru przez duże międzynarodowe przedsiębiorstwa na swoich użytkowników lub kontrahentów. - W chwili obecnej nic nie wskazuje, aby taka sytuacja miała miejsce. Jednakże każdorazowo jest to decyzja wyłącznie biznesowa, niosąca ze sobą odpowiednie konsekwencje w postaci podniesienia cen usług dla mniejszych firm działających w segmencie e-commerce. Ponadto wprowadzenie dodatkowego podatku dochodowego może stanowić dla mniejszych firm działających na rynku cyfrowym dodatkową barierę wejścia na większy rynek. Przekroczenie progu podatku od usług cyfrowych, będzie skutkowało dla przedsiębiorstw wystąpieniem dodatkowego zobowiązania podatkowego – tłumaczy ekspert KPMG.

A co z segmentem e-grocery? Czy podatek od usług cyfrowych nie zahamuje rozwoju sprzedaży żywności przez Internet, która w Polsce nadal raczkuje? Zdaniem Marcina Rudnickiego, niekoniecznie.

- Rynek zakupów spożywczych online w Polsce jest trudny do zdefiniowania. Wynika to przede wszystkim z różnorodności podmiotów, które możemy zauważyć w segmencie e-grocery. Wyróżniamy na nim synergie handlu internetowego ze sklepami stacjonarnymi, całkowicie cyfrowe sklepy spożywcze oraz pośredników w dostarczaniu zdrowej żywności. Ze względu na różnorodność podmiotów trudno jest powiedzieć, jaki efekt przyniesie wprowadzenie podatku od usług cyfrowych w Polsce. Wynika to z faktu, iż podmioty występujące w roli sprzedających w segmencie e-grocery, będą występowały również w charakterze użytkowników lub kontrahentów świadczonych przez międzynarodowe cyfrowe przedsiębiorstwa usług – mówi partner w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

- W przypadku dużych sieci handlowych posiadających sieć sklepów stacjonarnych, wejście na rynek związany z sprzedażą online produktów codziennego użytku jest kolejnym krokiem ewolucji tego biznesu. Jest to spowodowane ciągłą digitalizacją handlu oraz wygodą tej metody robienia zakupów. Choć e-zakupy cieszą się coraz większym zainteresowaniem, to jednak elektroniczna strona tego biznesu wciąż stanowi jego mniejszą odnogę. W związku z tym wprowadzenie podatku od usług cyfrowych nie powinno utrudnić otwarcia nowych internetowych sklepów spożywczych – dodaje ekspert KPMG.

Na razie jednak nowe prawo dopiero powstaje. I nie wiadomo, czy zostanie w ogóle wprowadzone. Ostatecznie może okazać się, że wszystko rozbije się o… administrację USA. Pomysły na podatek od usług cyfrowych nie spotkały się z przychylnym przyjęciem za Oceanem. A prezydent Donald Trump już udowodnił, że potrafi skutecznie walczyć o interesy swojego kraju, nie cofając się nawet przed zatargiem na skalę międzynarodową. Tymczasem większość podatku proponowanego przez KE i państwa członkowskie Unii będą musiały płacić firmy amerykańskie. Z całą pewnością ten fakt nie pozostanie bez echa.