Wydruk strony Dla Handlu - www.dlahandlu.pl

Handel jedną z najbardziej ryzykownych branż. Potwierdza to m.in. upadek Almy



dlahandlu.pl - 19 września 2019 10:07


Alma, Goclever, Atlantic czy Alfa Star – to tylko kilka najbardziej znanych polskich firm, które zakończyły działalność w ciągu ostatnich sześciu lat. Gdy o upadkach wielkich marek rozpisywały się media, w tym samym czasie w całym kraju po cichu zbankrutowało 4,6 tys. biznesów, a kolejne 1,2 tys. rozpoczęło restrukturyzację. Co hamuje polski biznes? Rosnące koszty prowadzenia działalności, nieuczciwi kontrahenci czy brak odpowiednich kompetencji? Na te pytania odpowiada raport ALEO.

Choć od początku 2013 r. do połowy 2019 r. na miejsce każdej likwidowanej firmy średnio powstawało ponad 500 nowych, to jednak ryzyko biznesowej porażki nad Wisłą od kilku lat konsekwentnie rośnie. Tylko do końca lipca 2019 r. upadłość ogłosiło 351 działalności – 6% więcej niż dwa lata temu.

W naszym nowym raporcie wzięliśmy pod lupę bankrutujące biznesy nad Wisłą, by sprawdzić, w których branżach oraz regionach Polski upada ich najwięcej. O źródła problemów oraz największe obawy ALEO zapytało również właścicieli firm i pracowników z całego kraju. Jakie są według nich największe zagrożenia i co w ich opinii można zrobić, by ich uniknąć?

W ostatnich trzech latach dynamika upadłości konsekwentnie rosła. Jak wynika z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej (COIG), w 2018 r. restrukturyzację lub upadłość ogłosiło 1080 firm – aż 15% więcej niż w 2017 r.

W tym roku trend może się odwrócić. Do końca sierpnia 2019 r. odnotowano łącznie 655 upadłości i restrukturyzacji – o 9% mniej niż w tym samym okresie 2018 r.

Spośród firm, które ogłosiły upadłość w 2018 r., największą część (55%) stanowią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Co czwarta upadająca firma to jednoosobowa działalność gospodarcza, a co dwunasta jest spółką akcyjną. Najrzadziej w ubiegłym roku upadłość ogłaszały stowarzyszenia, izby gospodarcze oraz cechy rzemieślnicze.

Blisko co czwarta polska firma, która upadła w 2018 r., to przedsiębiorstwo z województwa mazowieckiego. W ubiegłym roku upadłość ogłosiło tam 146 podmiotów, najwięcej w całym kraju. Aż 107 z nich to firmy zarejestrowane w Warszawie. To żadna niespodzianka, bo za sprawą stolicy Mazowsze jest dziś zdecydowanie najbardziej konkurencyjnym rynkiem w Polsce – spośród wszystkich nowo zarejestrowanych firm w 2018 r. co trzecia powstała właśnie tam.

Tuż za województwem mazowieckim na podium najbardziej konkurencyjnych regionów plasują się województwa śląskie (72 upadłości) oraz dolnośląskie (57 upadłości). Na Śląsku na miejsce każdej upadłej firmy powstało 57 nowych przedsiębiorstw, a na Dolnym Śląsku – 70.

Wiele wskazuje na to, że upadłościowa mapa Polski będzie wyglądać podobnie również na koniec 2019 r. Według danych COIG do końca czerwca najwięcej firm upadło w Warszawie (49 upadłości), Wrocławiu (19) i Krakowie (9), a w ujęciu regionalnym – w woj. mazowieckim (23% wszystkich upadłości), dolnośląskim (13%) i śląskim (12%).

Handel, przemysł i budownictwo – to trzy najbardziej ryzykowne działy gospodarki w 2018 r. Spośród 615 firm, które upadły w ubiegłym roku, co czwarta zajmowała się właśnie handlem, niemal co piąta produkcją, a co szósta – budowlanką. Łącznie w jednej z tych branż ogłoszono aż 65% wszystkich upadłości w ubiegłym roku.

W czołówce najbardziej konkurencyjnych gałęzi gospodarki mieści się również transport drogowy (22 upadłości w 2018 r.) oraz wynajem i zarządzanie nieruchomościami (20 upadłości). Najrzadziej w ubiegłym roku upadały przedsiębiorstwa z takich branż, jak dostawa wody i gospodarowanie ściekami, edukacja czy rolnictwo i leśnictwo. Łącznie stanowią niecałe 2% wszystkich upadłości.

Trendy związane z ryzykiem raczej nie zmienią się znacznie w 2019 r. Według danych COIG, do końca czerwca upadały przede wszystkim firmy handlowe, przemysłowe lub budowlane, a najrzadziej – przedsiębiorstwa związane z górnictwem i wydobywaniem oraz firmy działające w kulturze i edukacji.

Najczęstsze problemy firm to: 

Wysokie koszty prowadzenia działalności
To zdecydowanie najczęściej wybierana odpowiedź – w naszym badaniu jako przyczynę problemów wskazało ją 19% respondentów, w tym co szósty pracownik i co piąty właściciel firmy. W przeciągu kilku lat droższe stały się nie tylko koszty utrzymania pracownika (składki ZUS, płaca minimalna), ale również paliwo i energia czy kluczowe w produkcji surowce i materiały.

W obliczu rosnącej konkurencji i związanej z nią wojny cenowej, wyższe koszty trudniej przerzucić dziś na odbiorcę. Wiele firm, zwłaszcza tych z mniejszym kapitałem, nie jest w stanie sprostać rosnącym wydatkom. Rosnących kosztów prowadzenia działalności obawia się aż 65% osób prowadzących działalność gospodarczą. 40% szefów spółek z o. o. przyznaje z kolei, że już zdążyło się zetknąć z tym problemem.

Niewypłacalni kontrahenci
Opóźnienia w płatnościach to drugi najczęściej wskazywany w naszym badaniu powód bankructwa. Zatory płatnicze stanowią ogromny problem przede wszystkim dla mniejszych przedsiębiorstw – wystarczy kilku nierzetelnych kontrahentów, by zupełnie załamała się ich płynność finansowa. To z kolei często wywołuje efekt domina: bez należnych im pieniędzy firmy same nie są w stanie spłacić swoich zobowiązań, powodując problemy kolejnych przedsiębiorstw.

Jak wynika z danych BIG InfoMonitor, w pierwszej połowie 2019 nawet co drugi przedsiębiorca czekał na uregulowanie płatności przez kontrahenta ponad 60 dni po terminie. Zatory płatnicze dotykają przede wszystkim takie branże, jak budownictwo czy handel. Problemów związanych z niewypłacalnymi lub nieuczciwymi kontrahentami obawia się blisko połowa osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Co czwarta z nich już musiała się z nimi mierzyć – podobnie jak co trzeci szef małej firmy.

Brak pracowników
Co dziesiąty badany (w tym co piąty członek zarządu lub rady nadzorczej) zwraca uwagę na braki kadrowe. Firmy mają problemy nie tylko ze znalezieniem specjalistów, ale również tańszych, niewykwalifikowanych pracowników – szczególnie poszukiwanych w branży budowlanej. To duży hamulec dla rozwoju przedsiębiorstw, które są zmuszone ograniczyć przyjmowanie nowych zleceń i wstrzymać kluczowe dla nich inwestycje. Niedobór pracowników przyspiesza również wzrost płac, wpływając na wzrost kosztów prowadzenia działalności.

Z niedoborem pracowników zetknął się już co drugi właściciel małej firmy. Zagrożeń wynikających z braków kadrowych obawia się aż 7 na 10 szefów firm budowlanych.

Niesprzyjające zmiany prawne
Aż 54% badanych obawia się nowych przepisów, które mogą utrudnić im prowadzenie działalności. Co dziesiąty przyznaje, że zmiany w prawie już teraz są dla firmy przeszkodą. Nowe regulacje mogą nawet zupełnie zmienić krajobraz na rynku. Przykładem jest choćby ustawa o zakazie handlu w niedziele, która weszła w życie w 2018 r. 

Cały raport tutaj