Reklama
Partner portalu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Food Show 2018: Mała kulinarna ojczyzna – klienci chcą jeść to, co najlepsze w okolicy

Turyści oczekują interakcji i doświadczenia. Chwalmy się naszymi produktami i budujmy przemyślane oferty – mówili prelegenci debaty "Mała kulinarna ojczyzna – klienci chcą jeść to, co najlepsze w okolicy", która odbyła się w ramach FoodShow 2018.
Reklama

Debatę rozpoczęła prezentacja wniosków raportu "State of the Food Tourism Industry 2018 Annual Report" stworzonego przez Światowe Stowarzyszenie Podróży Kulinarnych (World Food Travel Association), w którym wskazano główne trendy turystyki kulinarnej na 2018 rok.

– Gość, który wchodzi do restauracji, turysta, który podróżuje i konsumuje, chce doświadczeń i oczekuje wspomnień. Chce pewnego przeżycia. Musimy więc zapewnić mu więcej niż to, co na talerzu – mówiła Karolina Buczkowska-Gołąbek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Turystyki Kulinarnej.

Prelegentka podkreśliła znaczenie obsługi restauracji w kontakcie z turystą. – Spotkanie z lokalsem, jakim jest obsługa restauracji, jest bardzo ważne. To od tej osoby możne się dowiedzieć, co zjeść, co jest ciekawe, co jest lokalne i regionalne. W raporcie jest sugestia, żeby zastanowić się, czy zamiana kelnera na tablet w przypadku turystów jako gości będzie korzystna – przytoczyła Karolina Buczkowska-Gołąbek.

Zwróciła także uwagę na coraz intensywniejszy rozwój serwisów transportowych, takich jak Uber. –  Zalecenie raportu jest takie, by restauratorzy zaczęli współpracę z sieciami taksówkowymi. Bardzo często to właśnie kierowca decyduje, dokąd pójdą goście. Turysta wychodzi z hotelu, wsiada do taksówki i prosi, by zawieźć do jakiejś restauracji. Odpowiednio pokierowany wcześniej kierowca te ciekawe dla turystów restauracje jest w stanie wskazać. W podobny sposób w rynek żywieniowy wkraczają gracze jak Airbnb czy linie lotnicze, które stawiają na dobrą kuchnię i dobre przyjęcie turysty – wskazała prelegentka.

Prezes PSTK zaakcentowała znaczenie muzeów o tematyce kulinarnej: – Mamy Żywe Muzeum Piernika w Toruniu, Żywe Muzeum Rogala, Muzeum Obwarzanka, Muzeum Chleba w Radzionkowie, Muzeum Mleka w Grajewie. Jest ich jednak tylko tyle. Jeśli spojrzymy na to, jak bogatą mamy kulturę, ile mamy ciekawych produktów, to mogłoby być tego naprawdę więcej. We Włoszech w samej Parmie są 4 muzea: muzeum poświęcone serom, szynce, pomidorom i makaranowi. Miejsca te fantastycznie sobie radzą.

– Muzea to jest świetne miejsca, żeby turystę czegoś nauczyć, ale też żeby mógł doświadczyć. Może się nauczyć robić dany produkt. Świetnie wpisują się w 3E, które dzisiaj jest w turystyce rzeczą nadrzędną: education, emotions i entertainment, czyli edukacja, emocje i rozrywka. Te trzy rzeczy muszą iść ze sobą w parze. To są takie placówki, w których musi się odnaleźć każdy turysta: i dorosły, i osoba starsza, i dzieci, i turysta zagraniczny. Ta oferta musi być bardzo zróżnicowana. Jeszcze dużo jest przed nami – stwierdziła.

Jej zdaniem, nie potrafimy chwalić się tym, co mamy jedyne i niepowtarzalne. – Jeśli mamy tego oscypka, to róbmy wszystko, żeby o nim opowiedzieć. Niech on się pojawi w kartach. Podróżując po Polsce, otwieram menu i raz może się zdarzyło, że przy jakimś daniu był znaczek unijny lub informacja o tym, że produkt jest wpisany na jakąś listę. To są rzeczy dziś bardzo ważne dla turysty. Oni na to naprawdę bardzo zwracają uwagę. Pytają się o to. Widzę to, podróżując po świecie. Natomiast u nas cały czas tego brakuje – mówiła Karolina Buczkowska-Gołąbek.

Wojtek Osiński, doradca turystyki kulinarnej i autor bloga TastePoland przyznał, na przestrzeni ostatnich lat bardzo dobrze rozwinęła się oferta, m.in. premium, turystyka związana ze SPA i Wellnes, w której dobra lokalna kuchnia staje się częścią doświadczenia. –Kwestia budowania doświadczeń jest dzisiaj kluczowa w turystyce kulinarnej. Chcemy coś przeżyć, a nie tylko zjeść. Wellness i SPA bardzo dobrze się w to wpisują – tłumaczył autor bloga Taste Poland.

Prelegent zwrócił uwagę na grupę milenialsów, czyli pokolenie urodzone pomiędzy 1980 r. a 2000 r., które ma zupełnie inny stosunek do jedzenia. Jak podkreślił, milenialsi coraz częściej zastanawiają się, gdzie można dobrze zjeść, np. gdzie spróbować najbardziej oryginalnego ramenu. Niektórzy konsumenci są nawet w stanie oszczędzać, żeby pójść do luksusowej restauracji na pięciodaniowy posiłek. – U nas oferta dla milenialsów bardzo dynamicznie się rozwija, szczególnie w dużych miastach, jak Warszawa. Można pójść na food tour, na targi śniadaniowe, do hal targowych, takich jak Hala Koszyki – wyjaśnił doradca turystyki kulinarnej.

Wojtek Osiński podkreślił również rozwój oferty dla rodzin z dziećmi. Przyznał, że jeszcze niedawno rodziny z dziećmi nie były szczególnie mile widziane w restauracjach. Dziś nie dość, że restauracje oferują spersonalizowane menu, to inwestują w małe placyki zabaw, a młodszym gościom proponują np. kredki i malowanki, by nie nudzili się podczas dłuższego pobytu.

Michał Sobieszuk, założyciel Eat Polska, podkreślił, że polska gastronomia jest teraz w ultraciekawym punkcie. – Przez to, że rozwój gastronomii został na kilkadziesiąt lat zastopowany, przez ostatnie 30 lat pojawiło się bardzo wielu kreatywnych szefów kuchni, którzy nie mają specjalnych ograniczeń w tym, co mogą budować. Jeżeli mają ochotę sięgnąć do korzeni, mogą wykreować kompletnie nową polską kuchnię. Można wziąć przepisy z XIX w. lub powojenne i zrobić je od nowa. Nie będzie żadnego mentora, który powie, że w polskiej kuchni się tak nie robi. Tak jest w kuchni francuskiej, gdzie ograniczenia są gigantyczne ze względu na to, jak wygląda cała spuścizna kulinarna– tłumaczył.

Mateusz Kręcina, szef kuchni i właściciel restauracji Strefa 321, przyznał, że restauratorzy muszą stawiać na interakcję z gośćmi oraz nauczyć budować wspólne oferty i nie traktować siebie wyłącznie jako konkurencji.

– Klienci szukają interakcji z gościem. Ta interakcja musi się dziać. Czy damy coś do ręki czy opowiemy historię jedzenia – tłumaczył.

Restaurator zwrócił uwagę, że wartością dodaną restauracji jest obsługa. – Jeżeli nie mamy obsługi, to zapomnijmy, że będziemy topową restauracją – przestrzegał. Wartością dodaną są również dzieci. – Sam mam trójkę i robię wszystko, by w mojej restauracji było wszystko dla dzieci. Nie muszę mieć sprecyzowanego menu, ale kelner ma wybadać potrzeby rodziców, żeby wiedzieć, co przygotować dla dzieci – mówił.

Kuba Faron na przykładzie Żurowni opowiedział o budowaniu marki bazującej na kuchni regionalnej: – Żurownia była w mojej głowie od dawna, ponieważ w mojej rodzinie od lat robi się zakwas na żur. To miał być koncept ściśle streetfoodpowy. Chcieliśmy pokazać, jak przemycić kuchnię śląską do czasów teraźniejszych. Czerpiemy z tradycyjnych przepisów kuchni śląskiej i staramy się to podać w jak najświeższej formie – mówił Faron.

Aby urozmaicić ofertę, lokal wchodzi w kooperacje z innymi kucharzami i restauracjami w oparciu o mieszanie kuchni śląskiej z kuchniami z całego świata.

– Mieliśmy edycję z Danielem Wanke, który robił żuramen. Teraz przyjaciel z Barowozu robił wegańską opcję kuchni Bliskiego Wschodu. Szykuje nam się fuzja kuchni śląskiej z kuchnią grecką – wymienił.

Dodał, że kuchnię śląską da się z powodzeniem przemycić do różnych innych kultur kulinarnych. Jest to niezwykle inspirujące, gdy można odkrywać nowe rzeczy, pracując na jednym produkcie.

Całość na portalspozywczy.pl

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (0)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum