Reklama
Partner portalu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Klienci ze Wschodu zmienili charakter podlaskiego handlu

O potencjalne handlowym Polski Wschodniej, transformacji handlu pod kątem klientów zza wschodniej granicy oraz inwestowaniu w jakość polskich marek dyskutowali paneliści debaty „Handel i turystyka zakupowa” podczas II Wschodniego Kongresu Gospodarczego w Białymstoku.

Reklama

Według danych GUS rosną wydatki zagranicznych konsumentów w Polsce. Coraz więcej w naszym kraju wydają również nasi sąsiedzi ze Wschodu, w pierwszym kwartale br. była to kwota ok. 4 mld zł, co stanowi wzrost o 17 proc. w ujęciu kwartalnym. – Jest to mocno odczuwalne w naszym województwie. Przyjezdni ze Wschodu (Litwa, Białoruś) to nasi duzi klienci i co za tym idzie to duży zastrzyk gotówki dla naszych sklepów, przedsiębiorstw – mówił podczas WKG 2015 w Białymstoku Daniel Górski, dyrektor Departamentu Rozwoju Regionalnego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podlaskiego.

 Daniel Górski przyznał, że województwo podlaskie chce się pozycjonować jako brama na Zachód dla wschodnich partnerów. – Powinniśmy robić wszystko, żeby współpraca z nimi dobrze się układała. Nie chodzi tylko o prostą politykę zakupową, turystykę zakupową. Myślę szerzej o wspólnych inwestycjach, firmach – dodaje Daniel Górski.

Mirosław Sienkiewicz, nadinspektor celny, dyrektor Izby Celnej w Białymstoku nie tylko obserwuje, ale i obsługuje ten ruch osobowy i towarowy.

- Kiedy rozmawiam z kolegami z Białorusi mówią, że trudna sytuacja na Ukrainie zniechęciła ich do robienia tam zakupów. Dlatego wybierają spokojny polski rynek. Ten potencjał należy wykorzystać. Białorusini zostawili u nas w zeszłym roku 1 mld zł (tax free), z czego 80 proc. w małych sklepach, a 20 proc. w galeriach handlowych – dodał Mirosław Sienkiewicz.

Jego zdaniem na wzrost zainteresowania zakupami w naszym kraju wpływ miało również rosyjskie embargo na żywność m.in. z Polski. Mieszkańcy okręgu kaliningradzkiego przyjeżdżają więc tutaj, żeby ją kupić.

Mirosław Sienkiewicz podkreślił, że służba celna zachęca do turystyki zakupowej. - Wojewodowie budują i modernizują przejścia graniczne. To w Połowcach zostało zmodernizowane i obecnie dysponuje sześcioma pasami ruchu dla samochodów osobowych oraz dwoma dla ciężarówek.  Poszerzono wjazd w Kuźnicy, wybudowano most w Bobrownikach. Cieszę się, że są na to pieniądze. Takie inwestycje odbywają się po dwóch stronach granicy, bo nasi sąsiedzi też unowocześniają infrastrukturę – mówił podczas debaty dyrektor Izby Celnej w Białymstoku.

Panelista zwrócił również uwagę na kwestię innowacyjności w ułatwianiu przekraczania granic.
 - Dzięki stronie www.granica gov.pl oraz aplikacji mobilnej podróżujący mają dostęp do bieżących informacji o sytuacji na przejściach granicznych. Ułatwiono wpisywanie i przesyłanie danych w kontekście zakupów tax free, co usprawnia odprawę. Pomoże w tym również połączenie systemów informatycznych straży granicznej i służby celnej – mówił Mirosław Sienkiewicz.

Henryk Szymański, radca, minister, kierownik Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady Rzeczypospolitej w Wilnie podkreślił, że obecnie ok. 12 proc. Litwinów, i to nie tylko z terenów przygranicznych, robi systematycznie zakupy w Polsce. - Dlaczego? Sprawa jest prosta: ze względu na stosunek kursu euro do złotówki. Nasilone wyjazdy obserwowaliśmy na początku tego roku, kiedy euro kosztowało 4,30 zł. Litwinów najbardziej interesują polskie artykuły spożywcze, głównie mleczarskie i mięsne ale również RTV, AGD, chemia gospodarcza. Zdarza się, że niektórzy Litwini jeżdżą po polskie produkty nawet w okolice Warszawy – mówił Henryk Szymański.

Panelista przytoczył dane z 2014 roku: obroty między Polską a Litwą wyniosły w tym okresie 3,4 mld euro, z czego wartość eksportu to2,3 mld euro, a  importu – 1,1 mld euro.

Jego zdaniem polskie produkty na rynku litewskim są postrzegane pozytywnie jako produkty dobre, jednak jeszcze nie prestiżowe. Postrzeganie tych produktów przez Litwinów jest coraz lepsze.

Janusz Andrzejewski, prezes Rynku Hurtowego Rolno-Spożywczego Fasty mówił o tym, jak zmienił się handel pod wpływem klientów zza wschodniej granicy. - Na początku działalności dominował u nas handel warzywami i owocami. Przyjeżdżali właściciele małych osiedlowych sklepików po świeży towar. Ze względu na dyskontową konkurencję, rodzinne sklepiki zaczęły masowo upadać i przestały się u nas zaopatrywać. Musieliśmy się przestawić na klientów z Białorusi. Teraz pod ich potrzeby kształtujemy asortyment – wyjaśnia Janusz Andrzejewski.

Podkreślił, że Rynek Fasty przeszedł nie tylko transformację asortymentową, ale także organizacyjną. - Kiedyś ruch zaczynał się u nas przed świtem, bo o świcie zjeżdżali polscy handlowcy po towar do otwieranych rano sklepów. Dziś otwieramy giełdę o godz. 19 a zamykamy o godzinie 6 rano, bo dostosowaliśmy się do rytmu krążących po galeriach handlowych gości zza wschodniej granicy. Gdy po 21 zamykają się galerie, klienci zjeżdżają do nas. Od 5 mogą już robić zakupy w Makro, od 6 w Auchan, więc my zamykamy biznes - opowiada prezes Rynku Fasty.

Adam Sadowski z Wydziału Ekonomii i Zarządzania, Katedry Nauk o Przedsiębiorstwie, Uniwersytetu w Białymstoku nawiązał do wypowiedzi Henryka Szymańskiego. - Różnice kursowe decydują o popycie na zakupy w Polsce. Ruch z Litwy bywa tak duży, że zdarzało się, że w sklepach w Suwałkach czy Sejnach brakowało towarów dla lokalnych klientów. To korzystne dla handlu i naszej gospodarki – mówił panelista.

- Pamiętajmy też, że charakter handlu się zmienia – przechodzi od hurtu do detalu. Klienci odeszli od zakupów hurtowych na rzecz mniejszej ilości towarów, lecz jakościowo lepszych. Dlatego warto pracować nad siłą polskich marek. Na razie nie mają one ugruntowanej pozycji, a jest to m.in. efekt dostosowania produktów do założonego poziomu ceny. To powoduje, że produkt jest gorszej jakości. W ten sposób duże sieci handlowe psują markę lokalnie, trzeba to zmienić – dodaje Adam Sadowski.

 Badania mówią, że klienci ze Wschodu najchętniej robią zakupy w Polsce już zaraz po przekroczeniu granicy. Z tym stwierdzeniem zgodził się Daniel Górski z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego. Jako przykład podał sklep Biedronki położony blisko granicy, który aby odpowiedzieć na potrzeby cudzoziemców posiada w swoim asortymencie np. telewizory. Jego zdaniem przedsiębiorcy w Polsce bardzo szybko potrafią się dostosować do wymagań klientów.

 Panelista nawiązał do wątku marki polskich produktów. Ważną kwestią jest fakt, że Polacy sami nie wierzą, że rodzime produkty są dobre jakościowo. - Nasze firmy odzieżowe uciekają się do nazywania siebie angielskimi nazwami i pokazują siebie jako marki zachodnie. Polacy myślą, że kupują produkt prestiżowy, zachodni, a to jest produkt polski – podkreślił.

Jego zdaniem w Polsce nie została zbudowana silna marka polskich produktów. Jest to zatem wyzwanie na przyszłość.  Kluczem do sukcesu jest to, aby nasz przemysł zaczął konkurować jakością, a nie ceną. Polacy myślą, aby sprzedać jak najtaniej, jak najwięcej. To musi się zmienić. - Nie myślimy o prawdziwych innowacjach, więc trudno w takim przypadku osiągnąć prawdziwy prestiż – podkreślił Daniel Górski.

W kwestii turystyki zakupowej Polacy mogą jeszcze wiele zrobić, aby ją rozwinąć. Jedną z podstawowych kwestii jest oczywiście mały ruch graniczny. Przykładem jego pozytywnych skutków są Warmia i Mazury oraz Pomorze. - Tego samego oczekujemy w przypadku Białorusi. Ta kwestia leży w kompetencjach rządu. Jednak władze lokalne powinny pamiętać o przygotowaniu odpowiedniej infrastruktury. Ważna jest również rozbudowa przejść granicznych, w tym przejść kolejowych, oraz terminali przeładunkowych. Będziemy wspierać tę inicjatywę – zaznaczył panelista.

 Daniel Górski podkreślił również potrzebę zbudowanie dobrej oferty usługowej i kulturalnej, która na dłużej zatrzyma naszych sąsiadów i zaowocuje lepszym poznaniem siebie, a w przyszłości większą i lepszą wymianą handlową.

Kolejnym aspektem, który zwiększy naszą konkurencyjność jest nauka języka rosyjskiego w szkołach. - W pewnym momencie odwróciliśmy się od Wschodu i zaczęliśmy uczyć się angielskiego. Dziś rosyjski jest bardzo potrzebny chociażby do obsługi klientów w galeriach handlowych – zauważył dyrektor.

 Do wątku polskiej marki wrócił Henryk Szymański. - Aby marka była rozpoznawalna na danym rynku potrzeba wiele czasu i pracy. Na Litwie znane są marki Tymbark, Kubuś, Orlen, Lotos i Sobieski. Pamiętajmy jednak, że na Litwie polskie firmy świadczą wiele usług np. w zakresie termomodernizacji budynków. Jest to nisza, w której Polacy się wyspecjalizowali. Litwini przekonali się do naszych firm, bo świadczą usługi dobre jakościowo. O jakość trzeba dbać. Jeśli raz zawiodło się zaufanie zagranicznego partnera, bardzo trudno wrócić później na dany rynek – podkreślił panelista i dodał, że dziś poszukiwanych jest coraz więcej towarów innowacyjnych. Jeśli Polacy nie pójdą w tym kierunku, będą sprzedawać coraz mniej.

 Henryk Szymański zgodził się z Danielem Górskim w kwestii polskich firm, które mają obcobrzmiące nazwy. Na Litwie wiele polskich firm nie jest rozpoznawalnych jak choćby Gino Rossi czy Reserved.

Radca zwrócił uwagę, że nasi sąsiedzi przyjeżdżając pierwszy raz do Polski nie interesują się tylko i wyłącznie zakupami, ale również zwiedzaniem. Przy kolejnych wizytach w Polsce zabierają ze sobą rodziny, aby miło spędzić czas np. nad morzem czy na Mazurach.

 - Turystyka zakupowa jest ściśle związana z turystką wyjazdową – podkreślił panelista.

 Zdaniem Mirosława Sienkiewicza dobrym pomysłem jest oferta typu „wiza za bilet”. Idea autorstwa dyrektora białostockiej opery zakłada łatwiejsze zdobycie wizy i szybsze odprawy dla osób, które np. kupiły bilet do opery. Takie porozumienie z izbą celną zostało już podpisane.

 Kwestia łatwiejszego i szybszego przyjazdu do Polski znów skierowała dyskusję na temat turystki zakupowej i tego, jak zmienił się handel z klientami z Białorusi.

 Janusz Andrzejewski z Rynku Hurtowego Fasty przypomniał, że początkowo Białorusini przyjeżdżali do nas po najtańsze towary typu cebula czy jabłka, które wywozili w hurtowych ilościach.  Dziś sytuacja się zmieniła, bo zostały wprowadzone ograniczenia wagowe. Dziś turysta może przewieźć maksymalnie 50 kg.

- Mamy dwa typu turystów. Jedni przejeżdżają tutaj w celach handlowych – aby kupić towar i go później sprzedać, a drudzy przyjeżdżają po zakupy.  Dzisiaj ten pierwszy typ turysty, jeśli kupi 50 kg najtańszych towarów jak cebula to podróż mu się nie zwróci. Dlatego cały handel zmienił się radykalnie. Wcześniej asortyment był przygotowany specjalnie pod ich potrzeby – niskiej jakości i w bardzo niskiej cenie, bo takie było zapotrzebowanie. Dziś Białorusini mają ograniczenia zakupowe  - zaznaczył panelista.

Obecnie Białorusini kupują artykuły z najwyższej półki, których Polacy nie są w stanie kupować.

 - Jak wspomniałem początkowo zainteresowaniem Białorusinów cieszyły się najtańsze produkty - cebula, smalec, jabłka i najtańsze parówki. Teraz szukają u nas głównie niemieckiej chemii oraz sprzętu AGD i elektroniki oraz produktów premium: kawy Lavazza, czy markowej czekolady i to nasi kupcy zaczęli sprzedawać. Przez to zupełnie zmienił się profil naszego targowiska - przyznał Janusz Andrzejewski.

Adam Sadowski nawiązał do głównych atutów Polski jakim jest nieskażone chemikaliami polskie rolnictwo. Jak przyznał pomimo tych atutów, nie jesteśmy zagłębiem produkcji ekologicznej, a mamy duże możliwości w tym segmencie. Przykładem może być sektor zielarstwa, które panelista badał w województwie podlaskim.

- Mamy fantastyczne warunki, ale tylko kilkadziesiąt hektarów upraw ziół – podkreślił przedstawiciel Uniwersytetu w Białymstoku. - Polska ma wiele do zaoferowania, musimy wykorzystywać jej potencjał – dodał panelista.

 

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (0)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum