Reklama
Partner serwisu

DlaHandlu.pl – wiadomości handlowe, FMCG, ecommerce, franczyza, sieci handlowe

Długodystansowiec w handlu - prowadzi sklep od 33 lat

Nie ma szyldu, nie pracuje w niedziele, nie sprzedaje alkoholu. Dane mówią, że takich sklepów już w Polsce nie ma. A jednak! Na Chłodnej 20 w zabytkowej kamienicy Pod zegarem, jednej z niewielu ocalałych na terenie dawnego getta, rodzina Pana Maćka prowadzi sklep od 1980 roku. On do rodzinnego biznesu dołączył w 1989 roku, gdy skończył 18 lat. Za ladą stoi od 33 lat. To jego żywioł.
Reklama

W Google sklep Pana Maćka ma pięć gwiazdek. Składa się na nie sześć opinii: „Sklep z kawałkiem historii. Przemiły pan, który doradzi i zarazi uśmiechem”, „Świeże produkty. Swoje wyroby. Rewelacja, że takie miejsce jest w centrum Warszawy”. Pan Maciek dziwi się, że ktoś podkreśla jego proklienckie podejście. On w swoim zachowaniu nie widzi niczego nadzwyczajnego. - Znam i lubię swoich klientów, więc z nimi rozmawiam – śmieje się.

Uważa, że ma szczęście, że nadal może prowadzić biznes w miejscu z tak długą handlową historią. Zanim sklep objęła jego rodzina, poprzedni właściciel – Pan Kurek - też prowadził w tym lokalu sklep spożywczy. – Myślę, że on się tu nami trochę opiekuje w trudnych momentach. Bo inaczej trudno wytłumaczyć, że przetrwaliśmy rewitalizację Chłodnej czy remont kamienicy zasłoniętej rusztowaniami i płachtami, gdy klienci przez dwa lata z trudem mogli się do nas dostać – śmieje się.

Klienci z różnych pokoleń

Jeszcze kilka lat temu na Chłodnej podobnych sklepów było kilka. Teraz w ich miejscu działają restauracje. Jednak pan Maciek nigdzie się nie wybiera. Ma stałych klientów, dla których rano wstaje, by pojechać na giełdę i przywieźć świeży towar: śledzie, warzywa, owoce, pieczywo, miód, garmażerkę, a pod koniec tygodnia także ciasta, prawie jak domowe. Kilkuosobowy ogonek jest tu standardem. I jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie stanie w kolejce nie męczy. Przedwojenni mieszkańcy i współcześni biegacze rozmawiają o pogodzie lub pomstują na planowaną wycinkę drzew.

Personalizacja oferty zawitała tu zanim powstał ten dziwaczny termin. Większość klientów Pan Maciek zna po imieniu i po kulinarnych upodobaniach. Kupujący wychodzą więc często z towarem, który sprowadzany jest tylko z myślą o nich. Kto lubi szarlotkę, ktoś dojrzałe pomidory na sok, które pan Maciek trzyma specjalnie o jeden dzień dłużej, ktoś inny prawdziwą kiszoną kapustę. Dzięki temu wszyscy mają poczucie, że wychodzą z towarem spod lady.

Autentyczność wygrywa

Gama usług dodatkowych. Paczki, klucze i wiadomości. To wszystko można zostawić w sklepie u Pana Maćka i odebrać w dogodnym dla siebie momencie. Kurierzy więc wchodzą i wychodzą, klucze, wiadomości i opakowania zwrotne na jajka krążą w obiegu zamkniętym. Wszystko w formule bezpłatnie i z uśmiechem. Zbyt ciężkie torby czekają na właścicieli, gdy ci jeszcze muszą podskoczyć do apteki lub na pocztę.

Program lojalnościowy. Klienci Pana Maćka od lat są ci sami. Kupuje tu kilka najbliższych kamienic i wysokościowców. Od czasu do czasu pojawi się jakiś nowy biurowiec czy apartamentowa plomba, wtedy wśród klientów pojawiają się nowe twarze. Gdy ktoś raz wstąpi na zakupy, zazwyczaj wraca. Jeszcze do niedawna, gdy cukier nie miał tak złej sławy, najmłodszym trud zakupów, pan Maciek wynagradzał lizakiem. Potem lista fantów poszerzyła się o dojrzałą morelę lub nabrzmiałą renglodę.

Promocja. Pod wieczór, między 19 a 20, gdy Pan Maciek zamyka sklep, ale ciągle ostatni klient wpada po śmietanę, pietruszkę czy pęczek rzodkiewek trafiają się okazyjne ceny. Śmietana z bliskim terminem, ciasto, które już nie jest takie pulchne jak rano, czy szczypiorek, który stracił sprężystość schodzą z półek po niższych cenach. Czasem odmawia sprzedaży nawet w promocji. – Zapraszam jutro po świeże. To już straciło godność – mówi chowając niewyjściowy towar za siebie.

Alkohol. O koncesję sklep Pana Maćka świadomie się nie starał. Wiele lat temu w kamienicy działało kilka melin. Próba zrobienia legalnej konkurencji nie wydawała się rozsądna. Do tego metraż sklepu nie zachęcał do przechowywania skrzynek na butelki zwrotne. Wielu handlowców mówi, że nie ma po co otwierać sklepu, jak się nie sprzedaje alkoholu. Pan Maciek jest innego zdania.

Q-commerce. Wtajemniczeni znają numer do Pana Maćka i w razie gorszego samopoczucia, kwarantanny czy innej awarii mają szansę na zakupy w dostawie pod drzwi w tempie, którego q-commerce może jedynie zazdrościć.

Przyszłość lokalnego handlu

Pandemia. Dla sklepu Pana Maćka ostatnie dwa lata były pozytywne. Wszyscy pracowali z domu a do tego nie mieli ochoty na robienie zakupów w supermarketowym tłumie. Wybierali bliski, lokalny sklep ze świeżym towarem i serdeczną rozmową.

Modernizacja. Rok temu w wakacje sklep nie był zamknięty na głucho na czas sierpniowego urlopu. W środku aż wrzało. Po dwóch tygodniach okazało się, że lamperie i poprzednie kolory zastąpiły graffiti z owocami i warzywami, które pokryły ściany i antresolę. Lifting nie zabił jednak swojskiego klimatu, z wagą szalkową i drewnianymi skrzynkami, ale nie tymi podrasowynymi, żeby udawały stare, tylko prawdziwie starymi.

Czworonogi. Od jakiegoś czasu handel podlizuje się właścicielom psów. Wystawia dla nich miski przed drzwiami lub zaprasza na wspólne zakupy z właścicielami. Pan Maciek po prostu lubi psy, więc gdy w ramach spaceru, razem z właścicielem wstąpią na zakupy, traktuje ich naturalnie.

Płatności. Przez lata, gdy prowizje za opłaty kartą jeżyły włos na głowie, u Pana Maćka można było płacić tylko gotówką. Gdy opłaty spadły do akceptowalnych poziomów, w sklepie pojawił się terminal. Z wprawą obsługiwała go nawet 90-letnia babcia Pana Maćka, która do niedawna pomagała wnukowi prowadzić rodzinny biznes. Oczywiście Pan Maciek oferuje także płatności buy now, pay later, dla wszystkich którzy na zakupy wyszli bez karty lub gotówki. Kiedyś nawet funkcjonował zeszyt, teraz gdy takich przypadków jest znacznie mniej, wystarczy dobra pamięć właściciela.

Sztuczna inteligencja. Tej pan Maciek nie wpuścił do sklepu. Ma lepszą, własną, opartą na 40-latach handlowych doświadczeń. Kieruje się znajomością swoich klientów i ich prawdziwymi potrzebami. Bez górnolotnych określeń: dynamicznego zarządzania ceną i asortymentem, trendów i algorytmów. Po prostu słucha swoich klientów, rozmawia z nimi i się do nich uśmiecha. A przede wszystkim jest autentyczny. I to jest coś czego handel nowoczesny najbardziej mu zazdrości.

Sukcesja. Córka Pana Maćka nie widzi się w roli właścicielki sklepu. To jednak nie odbiera przedsiębiorcy dobrego humoru. – Ja mam wielką pokorę wobec życia. Idę krok po kroku. Jako firma rodzinna wspieramy się gdy jest gorzej i zajadamy owocami pracy, gdy jest lepiej. Tyle zawieruch już przeżyliśmy. Dopóki będę mógł, będę pracował w sklepie a potem się zobaczy. Wybrałem opcję długodystansową – śmieje się Pan Maciek.

Reklama

Lista tagów

Zobacz komentarze (1)

Proszę podać imię
Proszę wpisać treść komentarza
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum